sobota, 12 grudnia 2015

[Rozdział 10, cz. I] "Zmiany"

Po ostatniej nocy była nieco weselsza. Jej goście wrócili już do domów, więc białowłosa miała czas dla siebie. Było już koło południa, kiedy postanowiła wybrać się do Więzienia. Czemu to zrobiła? Oczywiście tu odzywa się jej "wychowanie". Ciągłe poczucie, że musi wszystko robić idealnie. Musiała wykonywać swoje obowiązki, jako Pani tego miejsca, perfekcyjnie. Z tego powodu tam się udała. Przeglądała dokumenty spraw z ostatniego miesiąca. Bardzo dziwnych sytuacji było... Trudno ocenić. Zależy od perspektywy. Ona nie narzekała. Niespodziewanie poczuła, że coś siedzi na jej głowie. Sięgnęła rękoma, aby zdjąć rzecz, która siedziała na jej głowie. To był Stellar. "Maskotka" Więzienia, jedna z dwóch. Skoro był tam królik, to lis także. I był, siedział na stole i trzymał w pyszczku jakiś papier. Shi odstawiła fioletowego Więźnia na stół, a następnie pogładziła go po głowie, po czym odebrała kartkę lisowi. Rozwinęła ją.
"Sekret" jest ukryty w bibliotece.
Dokończ mego dzieła.
Odkryj prawdę.
Przeczytała na głos trzy krótkie zdania, spisane na papierze. 
- Skąd to wziąłeś, Igneus? - zapytała, gładząc stworzenie po głowie. Nagle zwierzak zeskoczył ze stołu, przybierając swą ogromną formę. Dziewczyna wsiadł na kark stwora, razem z jego przyjacielem, prosząc jednocześnie, aby zabrał ich do Więziennej Biblioteki. Po kilku minutach byli już na miejscu. "Sekret kryje się w bibliotece... Gdzież to może być?" zastanowiła się, schodząc z Igneusa. Całe towarzystwo przystąpiło do poszukiwań. Godziny mijały powolnie, gdy nagle...
~ Mam! - wykrzyknął lis, oczywiście do myśli towarzyszy. Stellar i Shi pobiegli do samca, który właśnie wyciągał z półki dzieło zatytułowane "Sekrety". To było wręcz oczywiste, sztuka w tym, aby znaleźć tę książkę w tak ogromnym budynku. Wyciągnięcie książki doprowadziło do przeniesienia ich... W naprawdę dziwne miejsce.
- No nie wierzę... - tylko tyle dała radę powiedzieć białowłosa dziewczyna.

C.D.N.

Od autorki: Proszę o wybaczenia za tę długość. Na papierze to jest dłuższe... 

czwartek, 10 grudnia 2015

Ogłoszenia

Witam
Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Miałam ostatnio problemy, ale jest ich na tyle mało, że staram się zacząć pisać kolejne rozdziały. Ten nowy szablon jest podpowiedzią do kontynuacji fabuły.
Pozdrawiam, Róża.

czwartek, 15 października 2015

[Rozdział 9] "Pocieszenie"

Od tamtego czasu minął już tydzień. Zachowanie uczniów względem naszej protagonistki nie zmieniło się właściwie wcale, poza jednym faktem - podchodzili do niej z nieco większym dystansem. Nadal jednak właściwie każdy z jej roku ją uwielbiał, zaś pozostali zachowywali się wobec niej neutralnie. Tego dnia wracała właśnie z kuzynami do domu. Zdarzenia z minionego tygodnia przycichły, a ona prawie o nich zapomniała. Rany na plecach po wydarzeniach z demonem zazdrości w szkole zaczęły się powolnie goić. Niestety, nie była wstanie powstrzymać się od odnowienia ich - w ten sposób starała się ukarać samą siebie za bójkę wywołaną wcześniej. Nienawidziła się, nienawidziła tak bardzo. Jedyną osobą, której nie mogła wybaczyć jeszcze bardziej, niż sobie, była jej własna matka. Nie chciała jej znać, a mimo to, to właśnie ona dała jej życie. Białowłosa miała tego świadomość - to było dla niej najbardziej bolesne. Od ponownego spotkania z matką rozmyślała coraz więcej nad tym, jakoby nie powinna żyć. Pragnęła już uwolnić się od tego, jednak spoczywała teraz na niej zbyt wielka odpowiedzialność. W końcu była panią Więzienia, nie mogła sobie pozwolić na coś takiego. Kuzyni dziewczyny, widząc jej ciągłe przygnębienie, zarzucili jej ręce na ramiona, z cichymi słowami otuchy. Ta trójka była równie zżyta jak rodzeństwo. Właściwie, nigdy nie zostało opowiedziane, dlaczego tak jest, racja? Może w końcu pora poznać prawdę? Czy tego chcecie czy nie, teraz zostanie to ujawnione.
Zaczęło się, kiedy nasza protagonistka miała zaledwie sześć lat. Był to słoneczny dzień lata, wtedy była jeszcze wesołym dzieckiem, pragnącym spełniać oczekiwania matki. Wraz z rodziną pojechała w odwiedziny właśnie do nich - rodziny Nobilitas. Byli nie tylko rodziną, ale też partnerami biznesowymi. Jej ojciec był politykiem, a matka właścicielką firmy handlowej - to wyjaśnia, skąd mieli pieniądze na wynajem osobnego mieszkania dla córki. W każdym razie, pojechali tam w odwiedziny. Jej kuzyni nie interesowali się wtedy nikim poza sobą nawzajem, nie dbali o własności materialne, zależało im tylko na sobie nawzajem. No i w tym momencie pojawia się nasza mała Shi i oczywiście rozpoczyna rozmowę, a bracia z nieznanych przyczyn się w nią wciągają, a później dobrze bawią z dziewczynką. Przez następne lata pomagała im się odnaleźć w społeczeństwie, a z czasem role zaczęły się odwracać - to oni pomagali jej się uporać z życiem.
Tak więc wyglądała ich historia, koniec i kropka. Bliźniacy zostawili białowłosą na światłach niedaleko jej domu, po czym wrócili do siebie. Dziewczyna szła ze spuszczoną głową. Widok jaki zastała przed blokiem zaskoczył ją niezmiernie. Byli tam wszyscy Strażnicy za wyjątkiem Saisho, czyli Sonohoka, Dai, Tsuno oraz Subete. Podeszła do nich z pytaniem, co tam robią.
- Oczywiście, nie możemy zostawić naszej drogiej Pani Więzienia w takim stanie samej… - zaczął niebieskooki chłopak z szerokim uśmiechem na ustach.
- ...Więc przyszliśmy się tobą zająć… - kontynuowała Tsuno również uśmiechnięta.

- ...Ponieważ jesteś naszą przyjaciółką z Więzienia, nawet jeśli jeszcze dobrze się nie znamy - zakończyli Sonohoka i Dai szczerząc się, jak cała reszta. Kąciki ust Shi lekko się uniosły. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Jak można się domyślić - znowu piątek. Cała czwórka wprosiła się do mieszkania dziewczyny i została tam całą noc, pilnując, aby nastrój ich gospodarza się poprawił. Białowłosy chłopak coraz bardziej się interesował koleżanką o identycznym kolorze włosów.

Po fakcie
Bliźniacy wracali do domu, świadomi obecności towarzyszy swojej najdroższej kuzynki.

- Sytuacja rozwija się coraz ciekawiej, nieprawdaż Kete? - spytał jeden z braci drugiego, spoglądając na niego, a drugi po chwili odwzajemnił to spojrzenie.
- Racja, jest coraz lepiej. Ciekaw jestem, co jeszcze się stanie - stwierdził w odpowiedzi Tasukete, uśmiechając się przy tym chytrze. - Nasza urocza kuzyneczka znalazła się w intrygującej sytuacji - dodał po chwili zastanowienia. Tożsamość kuzynów Shi nadal pozostawała dla niej tajemnicą.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Ogłoszenia

Oj... Coś dużo tych ogłoszeń ostatnio, ale cóż. Nadrabiam za wcześniej. Chciałam tylko podać stronę z innymi historiami, na razie jest tylko pierwszy rozdział jednej z nich, ale wszystko rozwija się powoli. >Klik< Oto blog z tym wszystkim.
Pozdrawiam, Róża

sobota, 25 kwietnia 2015

[Rozdział 8, cz. II] "Marzenia uśmiercone dawno temu..."

Dyrektor szkoły stał naprzeciw dziewczyny z szeroko otwartymi oczami, podobnie jak wszyscy tam obecni. Białowłosa szybko odsunęła się od chłopaków, wiedząc, że będzie teraz mieć niemałe kłopoty. Do tej pory zdarzały się jej pewne wybryki, jednak były niewielkie i zarządca przymykał na nie oko, ponieważ nie chciał wzywać jej rodziców. Tym razem nie miał wyjścia.
- Panno Servans, pójdziesz ze mną i tym młodzieńcem do gabinetu, a nimi niech zajmie się higienistka - nakazał mężczyzna władczym tonem. Shi bez słowa i ze zwieszoną głową ruszyła za nim. Chłopak, który przyprowadził dyrektora, patrzył na nią z odrazą, jak na potwora. Gdy doszli do gabinetu, stali przez chwilę w ciszy. Starszy mężczyzna popatrzył prosto w jej puste oczy.
- Nie chciałem tego robić. Już nie raz ignorowałem tego typu rzeczy, jesteś dobrą uczennicą, właściwie najlepszą, ale teraz... Nie mam wyjścia. Muszę wezwać twoich rodziców - stwierdził lekko drżącym głosem, gdy doszedł do tematu państwa Servans. Ostatnie zdanie sprawiło, iż dziewczyna wyprostowała się, mając cień strachu, który można było dostrzec jedynie po oczach.
- Proszę, nie! - powiedziała, a jej serce zabiło szybciej. Nienawidziła ich, swoich opiekunów. Teraz, gdy udało jej się wyrwać, ma przez coś tak głupiego wszystko stracić. Dyrektor spuścił głowę, naprawdę nie chciał tego robić, jednak nie posiadał innej możliwości. Kazał dwójce nastolatków poczekać na zewnątrz, aż pojawią się wezwani do szkoły rodzice. Shi schowała twarz w rękach.
- A Tobie co? Naprawdę jesteś rozpieszczona - stwierdził ze spokojem czarnowłosy chłopak. Zabrała ręce z twarzy, stanęła przed nastolatkiem.
- Nie znasz mnie, nie wiesz, kim jestem, kim są oni. Nie wiesz nic - rzekła poważnie, patrząc prosto w oczy osoby naprzeciw siebie.
- Nawzajem. Zmieńmy to. Jestem Shota, a ty? - podał jej dłoń, jakby byli w zupełnie innej sytuacji. Białowłosa tylko westchnęła.
- Shi, idioto - odpowiedziała mu, odwracając się od niego. Po kilkunastu minutach przyjechali rodzice czwórki, która była powodem zamieszania. Pani Servans była zdenerwowana, zaś jej mąż zawiedziony postawą swojej córki. Wszyscy dorośli poszli rozmówić się z mężczyzną. Minęło dobre pół godziny, nim wszyscy wyszli. Matka Shi była wściekła i nie ukrywała tego w żaden sposób. Krzyczała na całą szkołę, jakie to jej dziecko jest okropne. Zupełnie, jakby mówiła o wrogu, a nie o niej. Jak można się domyślić, dziewczyna w końcu nie wytrzymała.
- Przestań! Nienawidzę Cię! - wykrzyczała na całe gardło. - Od zawsze... Od zawsze taka jesteś! Myślałam, że się zmienisz, gdy spełnię Twoje oczekiwania, dlatego starałam się z całych sił, ale... Teraz wiem, to były tylko złudne, dziecięce marzenia! - kontynuowała swój wywód. Mimo iż była bliska płaczu, jej poważny wyraz twarzy nie zmienił się wcale. Kobieta również miała tego dość, z całej siły uderzyła dziewczynę z heterochromią oczu, co spowodowało jej upadek. Uderzona spojrzała spod łba na swoją matkę, a we wzroku miała nienawiść oraz obrzydzenie. To było to, skrywane uczucie. Coś, co dręczyło niemal całe życie.
- Nie odzywaj się tak do mnie! - odkrzyknęła pani Servans. Najpewniej ponowiłaby uderzenie, ale zjawiła się niebieskooka kobieta.
- Prosiłabym Panią, aby Pani zaprzestała swoich działań. Nie widzi Pani, ile ona się przez Panią wycierpiała? - powiedziała patronka w drugiej formie. Patrzyła na zgromadzonych z poważną miną. Nie mogła uwierzyć w to, że ignorują takie zachowanie. Bez większych wyjaśnień, zabrała swą podopieczną do mieszkania. Po drodze trafili na jej kuzynów, jednak w drodze nikt nie chciał się odzywać. Gdy weszli do środka, Shi pobiegła do pokoju i położyła się na łóżku. Shugoshin przedstawiła się jako przyjaciółka oraz opowiedziała, co miało miejsce, wspólnie poszli do nastolatki. Zastali ją płaczącą. Patronka udała, iż wychodzi z mieszkania, ale w rzeczywistości zmieniła formę na pierwszą, następnie udając się do swej podopiecznej. Bliźniacy przytulili do siebie kuzynkę, nie odzywając się chociażby słowem. Wilczyca patrzyła na nich z zainteresowaniem. "Może jednak jest jeszcze szansa dla tej rasy" pomyślała, przyglądając się trójce, siedzącej na łóżku.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ogłoszenia

Hah... Trochę często te ogłoszenia. Jeśli ktoś ma jakieś pytania, krytykę lub pomysły, prosiłabym o napisanie ich w komentarzu pod tym postem. Na wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć w następnym poście, który pojawi się za tydzień. Zarówno krytykę (mówienie mi o jakichś błędach, na które nie zwróciłam uwagi, pisząc rozdział) i pomysły wezmę pod uwagę. Nie powinno tworzyć zbytniego zdziwienia, jeśli czyiś pomysł pojawi się w rozdziale. Jeśli chodzi o hejty... Są dwie możliwości - wyśmieję je bądź zwyczajnie zignoruje. W poprzednim ogłoszeniu podpisałam się jako Róża, więc można tak do mnie mówić, pisać (bez różnicy). Tak więc... Czekam na pytania, krytykę oraz wasze pomysły!
Pozdrawiam wszystkich, Róża

[Rozdział 8, cz.I] "Gorszy, szkolny dzień"

Środa, 26 września.
Poprzedni dzień był dla Shi dość dziwny, nawet jak na to, co miało miejsce od początku roku szkolnego. Myślała, iż chociaż raz uda jej się mieć spokój, jednak wiedziała, że ta myśl była błędna. Czemu? Ponieważ już kilkukrotnie się tak zwiodła. Na jednej długiej przerwie podszedł do niej chłopak z równoległej klasy, zarazem piąty strażnik.
- Cześć - powiedział z szerokim uśmiechem, zaś ona cicho odpowiedziała. - Jak się masz? - zapytał po chwili. Dziewczyna oparła się o ścianę znudzona i westchnęła zmęczona swoim życiem.
- Mam dość wszystkiego, wszystkich. Dosłownie - odpowiedziała mu, osuwając się na podłogę. Białowłosy usiadł obok niej. Interesowała go jej sytuacja, ale sam nie wiedział, skąd to się bierze. Proszę nie myśleć, że się w niej zakochał lub coś podobnego. W końcu, prawie jej nie znał. Mimo wszystko, pragnął zmienić tę sytuację. Zgiął jedną nogę, oparł na niej rękę, a następnie położył na niej głowę.
- No to nie ciekawie. Co się stało? - odparł z już normalnym uśmiechem. Z twarzy jego koleżanki nadal nie dało się poznać żadnych emocji, co jeszcze bardziej go interesowało. Nikt przecież nie rodzi się bez uczuć, prawda?
- I tak nie zrozumiesz. Czekaj... Czy ja Cię skądś nie znam? - dopytała się go. Nie, nie chodziło o to, iż widuje go na korytarzu, lecz o coś innego. - Ach, no tak. To ty rozciąłeś sobie rękę przeskakując przez ogrodzenie w okół mojego bloku! - momentalnie sobie przypomniała, a on tylko nerwowo się zaśmiał.
- F-faktycznie. Jeśli nie pamiętasz, nazywam się Subete - powiedział zdziwiony, że pamięta takie sytuacje. Większość już dawno by o tym zapomniała. - Subete Quinto - przypomniał jeszcze raz swoje nazwisko.
- Skoro tak, miło mi Cię poznać. Shi Servans, tak dla przypomnienia - stwierdziła swoim naturalnym, poważnym głosem, co jego zmieszało.
- Mnie też. Ale... Czemu właściwie się nie uśmiechniesz? Odkąd widziałem Cię tu po raz pierwszy, wciąż jesteś poważna - uznał, opuszczając nogę oraz opierając głowę o ścianę. Nie otrzymał odpowiedzi dość długo, więc pomyślał, że powiedział coś głupiego.
- Po prostu nie ma wiele rzeczy na tym świecie, które mogą u mnie wywołać takową reakcję, to tyle - odpowiedziała, patrząc prosto w oczy chłopaka. Usłyszała dzwonek, dlatego wstała, poszła do klasy. Wciąż czuła na plecach rany, zadane przez ostatniego przeciwnika. Dla innych ten ból mógłby być nie do wytrzymania, jednakże jej nie robiło to specjalnej różnicy. Wiedziała, iż ból psychiczny i słowny potrafi być o wiele bardziej bolesny od normalnego. Czasami myślała, jakie życie mają ludzie z normalną rodziną. Nie rozumiała ich. "Czemu narzekają skoro wielu oddałoby tak dużo za choć połowę takiego szczęścia?" zawsze ją to zastanawiało. Ci, którzy mają dobrze, narzakają, a ci, mający gorzej, cieszą się tym, co mają. Ona też nie mogła powiedzieć, iż wie, jak to jest. Nie pochodziła z biednej rodziny, nawet miała własne mieszkanie, jednak też nie miał tego, co niektórzy. Czasami wolałaby mieć biedniejszą rodzinę, a kochającą, niźli to, co miała teraz. Wolałaby mieć choć jednego, kochającego rodzica, ale nie miała. I ojciec, i matka wymagali od niej więcej, niż mógłby normalny człowiek. Od zawsze musiała pokonywać ludzkie granice, aby zaspokoić ich wymagania. Mimo to, to było za mało. Żyła pod wielką presją swoich rodziców. Lekcja się skończyła, jak zwykle dostała mnóstwo nic nie znaczących pochwał od nauczyciela, chociaż nawet ich nie słuchała. Przywykła do robienia wszystkiego idealnie, żadna pochwała jej nie interesuje. Nie chciała ich, może inaczej, nie potrzebowała. Pragnęła jedynie nie być więcej krzywdzona. Przerwa po lekcji, wyszła na podwórze przed szkołą, gdzie większość uczniów spędzała przerwy. Tam też i ona bywała nie raz. Chciała jedynie w spokoju usiąść na ławce, jednak gdy tylko to zrobiła, została zrzucona przez uczniów z klas trzecich. Sami się tam usadowili. Normalnie nie zwróciłaby na to uwagi, po prostu odeszła, ale... Tym razem było inaczej.
- Patrzcie, jaka słaba dziewczynka. Kolejna rozpieszczona. Pewnie nawet nie wie, jak to jest dostać ochrzan od rodziców - roześmiał się jeden. "Nie, mylą się. Nie wiedzą, jak to jest być mną... Nie wiedzą nic!" krzyczała wewnątrz siebie. Napięcie odwróciła się w ich stronę, patrząc przy tym na nich z pogardą oraz wściekłością w spojrzeniu. Złapała chłopaka, który był autorem słów za kołnierz.
- Słaba, tak? Mówisz, że nie wiem, co to ochrzan od rodziców, tak? Wiesz w ogóle cokolwiek na mój temat?! - wykrzyknęła mu prosto w twarz. Natychmiast zwróciła na siebie uwagę pozostałych, zaczęli się schodzić. - Skoro chcesz, pokaże ci, jaka to ja jestem "słaba" i "rozpieszczona". I nawet nie wiesz, jaką sprawi mi to przyjemność - mówiła, wciąż z kamienną miną. Jeden ze znajomych, przerażonego już,  starszego chłopaka, uderzył białowłosą w twarz z całą swoją siłą. Spowodowało to krwotok. Splunęła, gdzieś obok, własną krwią. Rzuciła w ich kierunku "Tylko na tyle was stać?", a następnie oddała cios ze zdwojoną siłą.
Skończyło się to dość prosto, bójką. Gdy się zaczęła, dziewczyna policzyła, ilu jest napastników.
Jeden, dwóch, trzech...
Trójka, wierzyła, że to dla niej nic. Bywało znacznie gorzej. W jednej chwili wskoczyła chłopakowi na głowę, powodując jego upadek na ziemię.
- Kto następny? - zapytała tylko z spojrzeniem godnym samego bazyliszka.
Heterochromia dziewczyny wcale nie dodawała uroku temu wzrokowi. W jej kierunku ruszyło jeden z chłopaków, lecz drugi pobiegł w stronę wejścia do szkoły. Wtedy nie wiedziała, jak to się skończy. Podcięła napastnika, a gdy upadł na ziemię, postawiła nogę na jego klatce piersiowej. W jej oczach było bardzo łatwo łatwo dostrzec ogień nienawiści, zaś jej wyraz wciąż pozostawał niezmienny. Nim się obejrzała, z trzecim chłopakiem przyszedł dyrektor. Ona tylko cicho przeklnęła.

C.D.N.

środa, 15 kwietnia 2015

Ogłoszenia

Przydałoby się wyjaśnić pewną rzecz. Mianowicie, w jakim czasie cała akcja ma miejsce. Pierwszy rozdział ma miejsce 8 września. Korzystam tu z polskiego roku szkolnego, żeby nie było niedopowiedzeń. Jaka była data ostatniego wspomnianego dnia? 25 września. No cóż... Już prawie upłynął pierwszy miesiąc, a to tak krótko. Nie mogę się powstrzymać od poinformowania o tworzeniu przeze mnie innych historii, jednak dopracowanie ich może trochę zająć. Radzę oczekiwać kolejnego rozdziału, ponieważ już się piszę.
Pozdrawiam wszystkich, Róża. 

czwartek, 9 kwietnia 2015

[Rozdział 7] "Kotek?"

Następnego dnia, poniedziałek.
Miała już dość bezczynnego siedzenia. Chciała się stamtąd wyrwać, a jedyny sposób... Wykorzystać zazdrość człowieka. Nie ważne, jakiego. Wystarczy sama zazdrość. Pewien koci demon nudził się, siedząc w swojej celi. Bez wiedzy kogokolwiek, szukała idealnego naczynia, które mogłaby wykorzystać. To był zwykły dzień w Akademii Kagaku. Lekcje właśnie się kończyły, zaraz miał być specjalny apel, więc uczniowie czekali w sali gimnastycznej. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Pewna uczennica, nie wyróżniająca się z tłumu. Przeciętne stopnie, przeciętny wygląd. Jak myślicie, do czego zmierzam? W jej sercu z każdą chwilą rosła nienawiść i zazdrość do wyróżniających się osób. Wtedy właśnie usłyszała te podszepty demona.
~ Czemu tak łatwo im się poddajesz? Jesteś od nich lepsza... Możesz więcej, a ja chcę Ci to pokazać! Wystarczy, że pozwolisz mi się poprowadzić... - mówił do niej koci Więzień. Stwór czuł wahania w sercu dziewczyny. W ten czas jej zastanowień, otulała ją swym mrokiem, co raz to bardziej. Usiłowała ją spętać. Nim to jednak zrobiła...
- Proszę, pomóż mi... - szepnęła cichutko, aby nikt jej nie usłyszał, zaś z jej oczu poleciały łzy.
~ Doskonale, nie pożałujesz tej decyzji! - niemalże zaśpiewał potwór. Przeszyła ciało dziewczyny, ale to nie wystarczyło, żeby przejąc kontrolę nad ciałem... Musiała czekać jeden dzień.
~ Jutro, moja mała, wszyscy będą wielbić tylko Ciebie! - zawołała do niej demoniczna kocica.
Następny dzień, wtorek.
Jak można się domyślać, od rana kusicielka przejęła władzę nad uczennicą. Prawowitą właścicielką, natomiast trzymała obok siebie, lecz nie na tyle blisko, by bez pomocy mogła powrócić. Jak myślicie, co taka istota może zrobić w szkole? Akurat ona, postanowiła... Jakby to ująć? Najzwyczajniej w świecie zniszczyć to, co dookoła się znalazło. Jak chciała tego dokonać przeciętnym ciałem? Przemienić je na wpół swoje. Pomijając krzyki bólu podczas przemiany i pierwsze minuty niszczenia szkoły... Zjawili się tam Shi, Saisho i Subete. Pani Więzienia przyjrzała się dziewczynie, rozpoznała typ demona i wymyśliła na szybko plan. Nie mogła się zmienić, było zbyt wielu świadków. Białowłosa podbiegła do dziewczyny, sprawnie unikając ciosów. To nie dzięki otrzymanym mocom była tak zwinna, lecz dzięki ciągłym treningom. Dzień za dniem, do wycieńczenia, nie raz straciła przytomność w ich trakcie. Jej zdaniem, nie osiągnie się nic bez choćby odrobiny własnego wkładu. Irytowało ją to, co zrobiła ta dziewczyna. Wiedziała, iż ten stwór może opętać tylko kogoś, kto jest zazdrosny całym swoim sercem. Widziała nie jednokrotnie, że ona nie dawała z siebie nic. Mimo wszystko, nie mogła pozwolić na rzeczy, które miały teraz miejsce. Gdy była już przy ciemnowłosej dziewczynie, przycisnęła ją całą siłą do siebie, uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- Oddawaj ją, natychmiast - rozkazała poważnie. Nim się obejrzała, demon odzyskał możliwość poruszania i silnie pokaleczył jej plecy. W tym też momencie, stała się pewna, niespodziewana rzecz... Opętana zobaczyła wspomnienia poranionej. Pełne bólu, za to prawie bez żadnego wsparcia... Mogła zobaczyć, czemu dziewczyna w krótkim czasie zrobiła się bezduszna. Dlaczego jest, jaka jest. Dane jej było zobaczyć to wszystko, wszystkie wymagania, nakazy, zakazy, mnóstwo sytuacji zostawiających blizny na psychice, dowiedziała się nawet o paru na ciele. Widząc to, zrozumiała, popłakała się. Nie miała pojęcia, że Shi zdobyła wszystko, co ma, własnym cierpieniem. Tym samym, udało się wypędzić potwora z ciała uczennicy.

wtorek, 31 marca 2015

[Rozdział 6, cz. II] "Ogień i gwiazdy"

Dzień kolejny, niedziela...
Rana Shi zaczynała się... Nie ważne, nie wyglądało to dobrze. Gdyby nie fakt, że nie czuła już bólu, dawno zgłosiłaby się do jakiegoś lekarza, jakiegokolwiek. Coś ją przed tym wstrzymywało. Usłyszała pukanie do drzwi, więc poszła otworzyć, a w wejściu ujrzała swoich kuzynów.
- Wpuścisz nas? - spytał Shiawase. Dziewczyna skinęła głową, dwóch chłopaków weszło do mieszkania, natomiast ona zamknęła drzwi. Wyszła na balkon z braćmi. Tam stała apteczka ze świeżymi bandażami. Białowłosa rozwinęła te, pod którymi była paskudna rana.
- Co Ci się stało?! - spytał zmartwiony Tasukete. A jego bliźniak tylko powtórzył jego pytanie.
- Nic - odpowiedziała im chłodno i przystąpiła do zakładania nowego opatrunku. Kiedy skończyła, przyszedł sms od Tsuno. Szybko odczytała go i odpisała jej w trzech słowach. "Zaraz tam będę" jedynie to. Zamknęła apteczkę i spojrzała na swoich kuzynów.
- Popilnujecie mieszkania? - zadała pytanie obojgu.
- Możemy, ale... - nie udało mu się skończyć, ponieważ Shi wybiegła stamtąd. Lis i królik znowu się pojawili. Pozostali strażnicy już tam byli i próbowali się nimi zająć, jednak nie zbyt im to szło. Koniec, końców, nadal są dopiero początkujący oraz działali bez planu. Na miejscu nastolatka miała już formę Więzienną. Przyjrzała się całej sytuacji. Potwory stały w samym środku rynku, wydając z siebie tylko głośne ryki i broniły się przed atakami strażników.
~ Naprawdę są głupi... - usłyszała w głowie ponownie głosy istot. Ponownie powolnym krokiem w stronę gwiezdnego królika, którego futro miało barwę fioletową i było na nim widać coś, jakby gwiazdy, nawet całe konstelacje. Posiadał długie, postrzępione uszy, także strasznie wyglądający pysk, z którego to wystawały ostre jak brzytwa, białe zęby. Stała już tuż przed nim, znów wyciągnęła rękę w jego stronę, natomiast on zbliżył do niej swoją głowę, tym samym wtulając ją w ciało dziewczyny, choć tak naprawdę owa głowa była, co najmniej jej wielkości. Shi zamknęła oczy.
- Spokojnie, już wszystko dobrze... - rzekła do nich cicho. Ognisty lis, posiadał jedwabiste, czerwone futro, zaś jego ogon wyglądał, jakoby było to ognisko, nie fragment stworzenia. Uszy nawet bardziej postrzępione, niźli miał jego towarzysz... Żółto-pomarańczowy brzuch, koniec ogona i część szyi. Tak właśnie wyglądał. Widząc zachowanie tego, co stał obok niego, przestał opędzać się od piątki strażników. On także zbliżył się do dziewczyny, a gdy zobaczył bandaże na jej przedramieniu, przypomniał sobie, że została przypadkowo zraniona przez jego przyjaciela. Zerwał owe bandaże i dotknął swoim ogromnym językiem rany, zaś wokół niej zaczęły tańczyć śliczne płomyczki. Czarnowłosy strażnik spróbował zaatakować lisa, jednak ten ryknął z całych sił, jego wydech powietrza był na tyle silny, żeby odsunąć chłopaka z czarnymi skrzydłami na odpowiednią odległość. Rana białowłosej nastolatki w błyskawicznym tempie zagoiła się. Ta odsunęła się od potworów i dygnęła. Dwójka zaczęła się zmniejszać, aż w końcu przybrały rozmiary swoich ziemskich odpowiedników. Dopiero teraz zauważyła, iż jeden z nich miał na uchu koszyk, który nakrył ich, kiedy ich rozmiary się zmieniły. Włożyła obu do koszyczka, a oni wtulili się w siebie.
~ Dziękuję... - zabrzmiały w jej głowie dwa niskie, męskie głosy. Podniosła koszyk z ziemi oraz szepnęła do nich: "Nie ma za co". Zauważyła, iż istoty te, teraz urocze, zmorzył sen. Odwróciła się w kierunku swoich podwładnych.
- Zrobiliście wielkie zamieszanie z niczego! - rozległ się dźwięk jej poważnego głosy.
- Ale... - pierwszy strażnik próbował się bronić.
- Za chwilę będziecie się tłumaczyć, natychmiast wracamy! - rozkazała bardzo władczym tonem. Po chwili byli już w Więzieniu, a ona nadal  w rękach trzymała wiklinowy kosz z lisem i królikiem. Postawiła go na stole, który był przed nią.
- No już, proszę się tłumaczyć - nakazała im, patrząc na nich z dezaprobatą we wzroku. Saisho wystąpił przed zawstydzonych strażników i stanął prosto.
- Naszym obowiązkiem jest bronić ludzi - wyjaśnił się swojej pani. Ona westchnęła, kładąc dłoń na oku. Pokręciła tylko głową, zaś pewność chłopaka prysła, jak bańka mydlana.
- Nie atakowali. Bronili się - skarciła go. Potem zadała im jedno zasadnicze pytanie:
- Znacie powody ich zachowania? - wszyscy milczeli. Panowała wręcz grobowa cisza.
- Musicie być bardziej spostrzegawczy i zwracać też uwagę na otoczenie. Najwyraźniej nie zauważyliście karygodnego zachowania ludzi. Nie wszyscy Więźniowie są źli. Oni tylko mieli dość. Od dziś ta dwójka to nasze maskotki. Lis będzie się nazywał Igneus, a królik Stellar. To łacińskie odpowiedniki ich gatunków - wyjaśniła im. Nie zezwoliła nawet na słowo sprzeciwu ani ze strony swoich podwładnych, ani patronów. Każdy z wilków zdał sobie z czegoś sprawę... "Ona jest, jak pierwsza" pomyśleli jednocześnie. Każdy wrócił do swojego domy, większość musiała wymyślać wymówki, gdzie byli i czemu się tam tak śpieszyli.
Wieczorem
Na niebie były gwiazdy. Wszystkie się palą, niczym ogień. Ogień i gwiazda... Każdy człowiek ma własne w sercu. Ogień jest życiem, gdy umieramy, on gaśnie. Zaś gwiazda... To nasze zachowanie, świeci jaśniej, gdy postępujemy zgodnie z sumieniem, a przygada, kiedy je ignorujemy lub przestajemy czuć coś takiego... To właśnie to. Białowłosa siedziała na balkonie, choć było już tak zimno. Rozmyślała nad  tym, co miało miejsce tego dnia. Spoglądała na niego.
- Ogień i gwiazdy... Oba piękne i zabójcze... - powiedziała sama do siebie, lecz wciąż miała przeświadczenie, iż ktoś ją słyszy. Czy miała rację?

poniedziałek, 30 marca 2015

[Rozdział 6, cz. I] "Lis i królik"

Trzy dni później. Piątek, wieczór.
Wszyscy strażnicy i wszyscy patroni... W końcu... Tego wieczora miało miejsce pierwsze zebranie. Każdy usiadł na miejscu przy stole. Musieli przestudiować raporty na temat tego czy wszystkie stworzenia uwięzione w tym wymiarze są na swoich miejscach, a jeśli nie... Odnaleźć i złapać bądź zabić. Wydawało się być normalnie, dopóki druga strażniczka nie natrafiła na coś dziwnego. Była na tyle nieśmiała, że miała problem z mówieniem.
- Ano... - zagadnęła, a wszyscy spojrzeli na nią. Pisnęła. - B-brakuje dwóch... K-konkretnie l-lisa i k-królika - wyjąkała cichutko. Każdy poderwał się z miejsca.
- Których?! - dopytała zdenerwowana Shi. Czarnowłosa dziewczyna pokazała kartkę ze zdjęciami stworzeń, które uciekły.
- Ognisty lis i gwiezdny królik... - mruknęła pod nosem biała patronka. Jej podopieczna usiadła spokojnie na krześle. Zaczęła przeglądać dokumenty, każdy patrzył na nią z zaciekawieniem.
- Z naszych informacji wynika, iż atakują miejsca, gdzie jest dużo ludzi, więc możemy jedynie spekulować, że zaatakują największe skupisko ludzkie, jakie będzie miało miejsce - stwierdziła z powagą w głosie. - Największą najbliższą atrakcją będzie... - nie skończyła swojej wypowiedzi.
- Koncert - dokończyła za nią czwarta strażniczka. Shi skinęła wymownie głową. Z pomocą wszelkich domysłów i dostępnych informacji zaczęli planować, jak złapać potwory.
Następny dzień, sobota. Na koncercie.
Wszyscy starali się wmieszać w tłum, zajęli odpowiednie pozycje. Białowłosa dziewczyna zamknęła oczy, a gdy je otworzyła...
- Pora zaczynać przedstawienie... - mruknęła cicho, jakby to potworów, które miały się tam zjawić. Nagle rozległ się przeokropnie głośny ryk, a scena zaczęła się walić. Trzeci strażnik zabrał stamtąd każdego, komu mogło się coś stać. Jak to zrobił? Dość oczywiste, do czegoś ma te skrzydła i łańcuchy. Trzech strażników - Saisho, Sonohoka i Dai - rozpoczęli ewakuację ludzi, natomiast pozostali musieli skorzystać ze swoich mocy.
~ Jak zawsze... Jak zawsze... Nie umieją... Cieszyć się... Z niczego... - usłyszała w swojej głowie dowódca misji. Gdy popatrzyła na tłum, zrozumiała o co chodzi. Widziała, że ludzi się przepychają, byle prędzej uciec. Nie mieli na uwadze czy komuś coś się przy tym stanie. Owe stworzenia chciały się zemścić na ludziach za to, iż nie potrafią żyć ze sobą w zgodzie. Zeskoczyła przed nich na ziemię, następnie wolnym krokiem ruszyła w ich stronę. Zachowywała się, jakby była w jakimś transie. Kiedy już stanęła przed królikiem, wyciągnęła do niego swą dłoń, a ten spokojnie zbliżył doń swój pysk, lecz zaatakował go pierwszy strażnik, co poskutkowało tym, że istota ugryzła białowłosą dziewczynę, poważnie raniąc jej rękę.
- Oszalałaś?! - wykrzyknął na cały głos swoje pytanie czerwonowłosy chłopak. Nie odpowiedziała nic, a potwory zniknęły stamtąd. Nikomu nic się nie stało, ale miejsce zostało zniszczone. Całą szóstkę otoczyli ludzie, którzy to jeszcze chwilę temu uciekali w popłochu. Aby nie robić jeszcze większej atrakcji z siebie, wrócili do Więzienia, a następnie wrócili do swoich domów. Pierwsze, co zrobiła Shi po powrocie to opatrzenie swojej rannej ręki. Teoretycznie powinna udać się do szpitala, jednak nie miała zamiaru tego zrobić. Siedziała na podłodze, patrząc w okno.
- To jeszcze nie koniec... - westchnęła do samej siebie.
C.D.N.

środa, 25 marca 2015

[Rozdział 5] "Piąty strażnik"

Dwa dni później
Myśli Subete Quinto już od początku roku zaprzątała dziewczyna z równoległej klasy. Jednak... Od ostatniej soboty, zwiększyło się to zainteresowanie nią. Nie wiedział o niej zbyt wiele, a mimo to... Nie był w stanie skupić się tego dnia na lekcjach, tylko i wyłącznie z jej powodu. Usiłował sobie wmówić, że to nie przez nią. Tego też dnia, jego ojca nie było w domu, ponieważ pojechał do studia nagraniowego. Jest jego właścicielem. Chłopak zapomniał kluczy do domu, więc nie miał w sumie po co wracać, nikogo tam teraz nie było. Mógł, co najwyżej, powłóczyć się po mieście. Kiedy wyszedł ze szkoły, zobaczył dziewczynę, która go tak zaintrygowała. Poszedł w jej kierunku, ale nie miał pomysłu, o czym mógłby z nią porozmawiać. Zawsze, gdy ją widział, miała ten sam kamienny, ponury wyraz twarzy. Naprawdę chciał to zmienić, więc, jeśli tylko była okazja, wygłupiał się przy niej. Ani razu to nie zadziałało. Teraz po prostu szedł w tym samym kierunku. Kiedy dziewczyna weszła do bloku, w którym mieszkała, spojrzał na zegarek. Było wcześnie, dlatego zaczął się zastanawiać, co może zrobić. Miał zamiar skrócić sobie drogę i próbował przejść przez wysokie ogrodzenie. Gdy jednak to robił... Rozciął sobie rękę, naprawdę nieprzyjemnie. Wydał z siebie jęk bólu. W tym samym czasie, na swoim balkonie, herbatę piła Shi. Cieszyła się z pięknego dnia, gdy usłyszała jęk chłopaka. Wyjrzała przez balkon, aby się rozejrzeć. Ujrzała Subete trzymającego się za bolącą kończynę.
- Poczekaj chwilę! - krzyknęła do niego. Pobiegła po butelkę czystej wody, wodę utlenioną i bandaż. Jej mieszkanie umiejscowione było na parterze, więc wyszła balkonem. Po krótkiej chwili znalazła się obok zranionego.
- Pokaż rękę - rozkazała mu oschle, a on to zrobił. Polała ją odrobiną zwykłej wody, po czym odkaziła wodą utlenioną, a na koniec zabandażowała. Rana nie była głęboka ani nie wymagała rzadnych szwów. Dziewczyna westchnęła.
- Co Cię napadło, żeby robić coś takiego? - spytała się go.
- Chciałem sobie skrócić drogę... - mruknął w odpowiedzi.
- Wiesz, to ogrodzenie jest tu po to, żeby nie można było przejść - odparła sarkastycznie. Odwrócił wzrok lekko zawstydzony jej słowami. - Jak się nazywasz? - dopytała się po chwili.
- Subete Quinto, a ty? - odpowiedział jej i zadał pytanie.
- Shi Servans, jesteś chyba z mojej szkoły... Równoległa klasa, prawda? - powiedziała. Kiwnął głową. Nie za bardzo wiedział, jak z nią rozmawiać, więc nie wiele mówił. Białowłosa zaprosiła chłopaka do swojego mieszkania na herbatę, a on się zgodził. Trochę ze sobą dyskutowali, dopóki Subete nie musiał wrócić do domu.
Następnego dnia, wtorek
Najprawdopodobniej niebieskooki udałby się normalnie do szkoły, ale z samego rana dostał dość wysokiej gorączki. Ojciec stwierdził, że zostanie w domu, a sam pojechał do pracy. Subete zasnął, lecz gdy się obudził, był w Więzieniu. Tam zastał swojego patrona, który wszystko mu wyjaśnił.

sobota, 21 marca 2015

[Rozdział 4] "Czwarty strażnik"

Następnego dnia, sobota

Każdy słyszał jej melodyjny głos. Śpiew tej dziewczyny był przez niektórych nazywany anielskim. Miała mnóstwo fanów, którzy deklarowali jej wierność, ale wiedziała, iż tylko paru, w dodatku Ci, co tego nie powiedzieli, naprawdę jej nie opuszczą. Miała wręcz pewność, że gdyby straciła głos, całą swoją popularność, tylko nieliczni zostaliby z nią. Stała wtedy na scenie w blasku świateł. Do jej uszu dochodziły krzyki słuchaczy, lecz je ignorowała i śpiewała nadal. Nie zależało jej na tym, chciała zachować swój głos dla przyjaciół, jednak rodzice wciąż ją do tego zmuszali. Najchętniej uciekła by od tego wszystkiego. Miała, jak do tej pory, zaledwie jedną prawdziwą przyjaciółkę. Właśnie ona stała w tamtym momencie za kulisami, przyglądała się uważnie, dodawała jej tym otuchy. Tsuno Quarto, tak nazywa się ta młoda, a jednocześnie już tak popularna dziewczyna. Następnego dnia, sobota

Tydzień później

Dwie przyjaciółki siedziały w niewielkim pokoju białowłosej. Różowowłosa piosenkarka została u swojej "siostry" na weekend. Shi czytała książkę, a Tsuno gazetę. Drugiej z dziewcząt powoli zaczynało nudzić się zajęcie. Westchnęła cicho.
- Co się stało? - spytała dziewczyna z niebieskim okiem.
- Nudaaa - odpowiedziała jej przeciągle. Pytająca przechyliła głowę na bok, nie wiedząc, co zrobić.
- Co chcesz robić? - zadała kolejne pytanie.
- Chodźmy do parku~ - odparła z uroczym uśmiechem na twarzy. Białowłosa skinęła głową. Zgodnie z prośbą różowowłosej, udały się do miejsca publicznego. Liście na drzewach nadal były zielone, w końcu to dopiero początek września. Shi przyglądała się zmianom naturalnym, a jej towarzyszka patrzyła szybko w każdym możliwym kierunku. Rozglądała się tak dopóki nie wpadła na jakiegoś mężczyznę. Tsuno wybiegła dość znacznie na przód. Zaczęła szybko przepraszać tego, na którego wpadła. Jednak on, ponieważ nie było nikogo, kto mógłby to zobaczyć, miał zbereźne zamiary wobec drobnej dziewczyny. Gdy złapał jej rękę i zaczął ciągnąć za sobą, wydała z siebie głośny krzyk. Jej białowłosa przyjaciółka usłyszała to i natychmiast tam przybiegła. Nim w ogóle zdążyła wyhamować, długimi paznokciami zdarła do krwi skórę z ramienia człowieka. Stała przed swoją "siostrą", która miała łzy w oczach, wywołane przerażeniem. Jakimś cudem, policja przyjechała nim zdążył uciec i zabrała go ze sobą. Dziewczęta wróciły do mieszkania Shi. Białowłosa zamknęła na klucz drzwi, po czym obie usiadły na łóżku. Tsuno usiadła na kolanach wyższej od siebie oraz przytuliła ją z całych sił. Choć względem większości oziębła, Shi odwzajemniła uścisk. Po chwili, poczuła ciepłe łzy na swojej skórze. Wokół nich rozbłysło światło. Znalazły się na Ziemi w Więzieniu, a obok nich stały ich patronki.
- Jesteś czwartym strażnikiem! - wykrzyknęła zdziwiona Shi.

czwartek, 19 marca 2015

[Rozdział 3] "Trzeci strażnik"

Dzień kolejny
Licealny pierwszak, Dai Tertium, biegł tak szybko, jak tylko mógł, żeby zdążyć na zajęcia w swojej szkole. Mimo, że wstał o szóstej nad rano i tak miał się zaraz spóźnić na lekcje. Nie był to jego pierwszy wybryk od rozpoczęcia roku, było tak codziennie. Za każdym razem, jednak udawało mu się dzięki temu, że pędzi szybciej, niż wiatr. Nauczyciele za nim nie przepadają, ponieważ chłopak często nie odrabia prac domowych i nie uważa podczas zajęć. Czemu tak się dzieje? Wbrew pozorom, nie jest leniwy. Wręcz przeciwnie, pracowity, ale nie w szkole. Całymi dniami przesiaduje w wierzy zegarowej, gdzie znajduje się również gołębnik. Te ptaki to jedyni jego przyjaciele, lecz jakoś mu to nie przeszkadza. W sali lekcyjnej znalazł się tuż przed dzwonkiem, całkiem zdyszany. Tak naprawdę, jego wychowawca nie wie, jakim cudem zdał gimnazjum na poziomie "dobrym". Pomijając nudne zajęcia, już wolniej, Dai udał się do gołębnika. Przez cały dzień nie był w stanie skupić się na niczym innym. Nie miał nakazów, zakazów i tego typu rzeczy nadanych przez rodziców, bo nigdy się nim nie interesowali. Tak na dobrą sprawę, cieszył się, iż pamiętają o jego narodzinach i w ogóle istnieniu. Wyciągnął z plecaka karmę dla ptaków. Otworzył paczkę, po czym wysypał trochę na swoją dłoń oraz trochę do karmnika obok niego. Kucnął z ręką tuż przy ziemi, oczekując na podchodzące ptaki. Po upłynięciu niecałej minuty, stworzenia zleciały się i poczęły dziobać kończynę chłopaka. Sprawiało mu to ból, ale ignorował go, ponieważ większą przyjemność sprawiało mu patrzenie na te istoty. Kiedy skończyły oparł się o ścianę wieży, a na jego głowie usiadł jeden z gołębi. Nagle oślepiło go bardzo jasne światło, a gdy zniknęło, znajdował się w ciemnym pomieszczeniu. Po obu jego bokach były jedynie czarne ściany, jednak na przeciwko... Stał "słój". Nie dało się tego inaczej ująć. Po brzegi był wypełniony jakimś płynem, podobnym do wody, ale to nie była ta znana wszystkim ciecz. Czarnowłosy chłopak podszedł do naczynia, aby mu się przyjrzeć. Przestraszył się, gdy tylko zobaczył, co jest w środku. Wewnątrz był kruczo-czarny wilk z pierzastymi skrzydłami. Na pysku miał maskę tlenową, a w nielicznych miejscach dało się widzieć coś przypominającego kable. Zobaczył również przyklejoną do szkła kartkę. Zerwał ją i zaczął czytać. Było tam napisane:
"Hato. Patron trzeciego strażnika. Uśpiony."
Nic więcej, niźli to. Nie rozumiał o co tutaj chodzi. Gdy nad tym rozmyślał, ponownie rozbłysło białe światło. Otworzył oczy zdezorientowany, a jego gwałtowny ruch odstraszył ptaki. Najpewniej myślałby, iż to tylko nietypowy sen, choć... W ręku miał teraz kartkę, dokładnie tę samą, co wcześniej. Podrapał się po głowie i zamknął oczy, znów opierając się o ścianę. Jak można się domyślić, kiedy je otworzył, znajdował się już w Więzieniu. Przed nim stała białowłosa dziewczyna, natomiast za nią czarnowłosa z maską gazową na twarzy. Ten, który w jednej chwili znalazł się w zupełnie innym miejscu, wzdrygnął się, a także odsunął trochę do tyłu.  
- Witam Cię, drogi trzeci - powiedziała ciepło, mimo iż z kamienną twarzą. Wyciągnęła do niego rękę. Dai sam nie wiedział czemu, ale chwycił dłoń dziewczyny, która pomogła mu wstać z ziemi. Otrzepał się z brudu. Przechylił głowę na bok. Shi wcześniej wiedziała o sytuacji z patronem trzeciego, więc wszystko wytłumaczyła mu sama. Mimo oporów, zgodził się na swoje stanowisko. 
- Dobra, dobra, ale... Czemu niby jako jedyny nie mam patrona? - spytał z ciekawości. Sonohoka wraz z dwiema wilczycami zamilkła nie chcąc odpowiedzieć.
- Strata kontroli. Hato ją stracił, więc został uśpiony. Na razie nie mogę go wybudzić, bo zwyczajnie nie wiem, jak to zrobić. Niektóre ze stworzeń będących w Więzieniu, potrzebują kontraktu, żeby ustabilizować swoje moce. On jest jednym z nich. W normalnych okolicznościach, zwarłbyś z nim tą umowę i byłoby po sprawie, jednak... Są pewne komplikacje, chociaż nie wiemy jakie - wyjaśniła tak dokładnie, jak tylko potrafiła. Podała ponownie rękę Dai'owi, który tym razem chwycił ją bez wahania. Teraz cała trójka była w wieży zegarowej. Najprawdopodobniej, czarnowłosy przewróciłby się, gdyby nie Shi, trzymająca go. To był kolejny, jeszcze dziwniejszy dzień dla nich wszystkich...

poniedziałek, 16 marca 2015

[Rozdział 2] - "Drugi strażnik"

Dzień później
Kolejna patronka szuka kolejnego strażnika. Jej imię brzmi Shyness. Zapewne wielu domyśla się, iż za chwilę podam, jak nazywa się kolejny strażnik. Tak też się stanie. Drugi ze strażników to Sonohoka Secundo. Chodzi do przeciętnej szkoły, jak pozostali jest w pierwszej klasie oraz jest niemal chorobliwie nieśmiałą osobą. Jej starszy brat kilka lat wcześniej wyprowadził się za granicę, żeby utrzymywać swoją siostrę. Wciąż przekonany jest, że dziewczyna dostaje od niego pieniądze, lecz w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. W domu pracuje tylko ojciec, a matka... Każdy myśli, iż ona robi za "kurę domową". Tak naprawdę całymi dniami wyleguje się na kanapie lub zabawia za pieniądze, które brat wysyła Sonohoko. Dziewczyna na zmianę pracuje i się uczy, wplątując w to czynności życiowe, jak jedzenie oraz picie. Gdy jej ojciec wraca do domu, matka przypisuje wszystko, co zrobiła czarnowłosa. Ma wysokie wyniki w nauce, więc mężczyzna, który kocha córkę, zawsze ją za to chwali. Natomiast kobieta wciąż mówi, że powinna zrezygnować z nauki, jak najwcześniej, a także lepiej zajmować się domem. Nie łatwe życie, prawda? Dziewczyna jest posłuszna matce, jednak nadal chce się uczyć, aby pójść w ślady brata. Innymi słowy wyjechać do innego kraju. Kiedy, jak zwykle, wracała ze szkoły, za ubranie pociągnęła ją właśnie jej przyszła patronka. Jako jedyna była we w miarę dobrym stanie. Jedyne, co można jej zarzucić to, to że kuleje na lewą, tylną łapę. Widząc czarną wilczycę Sonohoka zatrzymała się. Zaczęła gładzić śliczne futro Shyness, co obu sprawiało przyjemność. Gdy nastolatka zobaczyła ranę zwierzęcia, zabrała je ze sobą. Była pewna, że ojciec nie będzie miał nic przeciw zatrzymaniu stworzenia w domu. Sam zresztą obiecał jej taką możliwość. Jej matki nie było w domu. Po opatrzeniu rany zwierzęcia, zabrała się za sprzątanie domu, robienie obiadu i tym podobne czynności domowe. Wilczyca przybrała postać ludzką i wyjaśniła dziewczynie jej rolę. Gdy tylko skończyła, zabrała przerażoną dziewczynę do Więzienia. Tam spotkały się z panią tego miejsca. Shyness przedstawiła drugiego strażnika. Zdezorientowana Sonohoko zdała sobie sprawę, że na rękach ma kajdanki łączone długim łańcuchem, a na twarzy czarną, przeciwgazową maskę.
- Hę? - spytała się sama siebie, wciąż zdziwiona zdarzeniem. Shi przyjrzała się dziewczynie. "Tym razem dziewczyna, ciekawie" pomyślała białowłosa.
- Jeszcze trójka... - westchnął czerwonowłosy chłopak, którego obecności nie zauważył nikt. Pani Więzienia skinęła głową w odpowiedzi na jego słowa i podeszła do Sonohoko.
- No cóż, witamy naszego drugiego strażnika - wyciągnęła do niej rękę. Mimo wahań, czarnowłosa chwyciła ją oraz lekko się uśmiechnęłam, czego spod maski nie było widać. Tak na dobrą sprawę, nigdy nie miała przyjaciół. Z nieznanych przyczyn, czuła zaufanie do nowo poznanych osób.

Następnego dnia

Shi rutynowo wracała ze szkoły. Dla niej, ten dzień nie różnił się wcale od poprzednich. Nie jest fanką dni mijających na daremno, ale czy ma jakieś wyjście? Raczej niezbyt. To miało się zmienić. Potrąciła ją druga strażniczka. Śpieszyła się do domu razem ze swoją patronką. Dziewczęta przewróciły się na chodnik. Sonohoko podskoczyła z ziemi i zaczęła nerwowo przepraszać.
- Nic się nie stało - uspokoiła ją białowłosa. Miały się rozejść, ale zwróciła uwagę na wilka. - Shyness? - zadała pytanie bardziej sobie, niźli jej. Dziewczyny i patronki patrzyły na siebie osłupione tym, że wpadły na siebie. W końcu, niecodziennie wpadasz na kogoś, kto ma połączenie z innym światem, prawda? Z zaskoczenia pierwsza wyrwała się Shi. Po chwili otrząsnęła się również reszta. Zaczęły żywą dyskusję na temat tego, co je spotkało. Pani Więzienia odprowadziła swoją podwładną do jej domu, a następnie wróciła do siebie. To był dla niej dziwny dzień...

poniedziałek, 2 marca 2015

[Rozdział 1] "Pierwszy strażnik"

Dzień później
Poprzedniego dnia, gdy Tasukete i Shiawase wyszli, Shugoshin dalej opowiadała młodej dziewczynie o tym, co ma robić, jakie są zasady i wiele innych. Udało jej się dowiedzieć także, że pierwszego ze strażników szuka patron imieniem Chie. Po raz pierwszy od bardzo dawna, coś wzbudziło ciekawość Shi. Rankiem poszła do szkoły i okazało się coś nie zbyt dobrego dla niej...
- Macie zrobić projekt o dowolnym zagrożonym gatunku, wymyślić i opracować sposób ratowania go. Będziecie pracować w parach - wyjaśnił nauczyciel. Natychmiast wybuchło zamieszanie, zwłaszcza wokół dwójki uczniów, którzy się nienawidzili - Saisho Primo i Shi Servans. Ta dwójka nie cierpiała się od podstawówki, ale mimo wszystko zawsze trafiali wciąż do tych samych szkół. 
- Cisza! - nakazał nauczyciel. - Ja dobiorę duety - uznał. W całej klasie było słychać pomruki niezadowolenia. Wykładowca westchnął, ponieważ nie podobało mu się dziecinne zachowanie klasy. - No więc, na początek Shi Servans. Twoim partnerem będzie... Ach! Saisho Primo! - wyjaśnił. Choć nie dało się tego poznać, białowłosa dziewczyna była wściekła. Po twarzy chłopaka, za to, każdy poznał, że nie podoba mu się to. W trakcie przerwy nastolatka podeszła do swojego znajomego.
- Czego chcesz? - mruknął do niej zdenerwowany.
- Chyba trzeba zakopać topór wojenny. Przynajmniej do przedstawienia projektu - stwierdziła oschle. - Masz rację. Może jutro spotkamy się po szkole u Ciebie, żeby wszystko zacząć? - powiedział Saisho, mimo że wciąż nie był z tego zadowolony.  Po lekcjach następnego dnia, dwójka licealistów, poszła do domu Shi. Tam zaczęli kłócić się o wszystko, co związane z pracą i nie tylko. Gdy zakończyli tego dnia pracę i wyznaczyli datę kolejnego spotkania, chłopak wrócił do domu. W tym samym czasie, Chie szukał pierwszego z piątki strażników. Nie szło mu to zbyt dobrze. Był już zmęczony i znudzony poszukiwaniami. Szukał właśnie jakiegoś miejsca na noc, gdy wpadł na chłopaka, który niedawno wyszedł od Shi. Saisho popatrzył na wilka zdziwiony.
- Czerwony pies? - spytał się sam siebie. Chie, rozpoznając w nim strażnika, podszedł bliżej. Zaskomlał żałośnie, jakby prosił o jakąkolwiek pomoc. Chłopak zabrał ze sobą zwierzę, aby mu pomóc, a następnego dnia zabrać do schroniska. W domu nie było akurat nikogo. Jeszcze nim chłopak się nim zajął, patron przemówił. Wyjaśnił wszystkie jego obowiązki, a następnie zabrał do Więzienia. Konkretnie do biura, w którym siedziała Shi. Wypełniała odpowiednią dokumentacją, a Shugoshin stała nad nią i wyjaśniała to, czego dziewczyna nie wiedziała. Miała wtedy formę ludzką. Nastolatek przyjrzał się swojemu wyglądowi, jego strój był inny, niż poprzednio. Poza tym miał długie, ostre szpony. Na wprost niego, przy biurku, siedziała zajęta pisaniem. Przełknął ślinę, po czym podszedł do niej. Zobaczył, co pisze. "Ładne pismo... Skądś je znam..." pomyślał.
- Ty, jak mniemam, jesteś Chie. To znaczy, iż ten obok to nowy strażnik, prawda? - powiedziała, nie odrywając wzroku od papierów, dziewczyna. Wilk stanął na tylnych łapach, oparł się o biurko i wszystko potwierdził. Shi podniosła wzrok, kończąc zapisywanie kartek. Wstała, stanęła wyprostowana oraz wyszła zza biurka, ciągnąc za sobą długą suknię.
- Witamy w Więzieniu! - stwierdziła rozkładając ręce na boki. - Jesteś moim pierwszym towarzyszem, oczywiście jako strażnik - westchnęła spokojnie. Oczywistym jest, że chłopak przyjął posadę jednego ze stróży. Nie tylko, ponieważ musiał, ale także, bo zaciekawiła go tajemnicza pani tego dziwnego miejsca.

niedziela, 1 marca 2015

[Rodział 0] "Prolog"

Zajęcia pierwszych klas Akademii Kagaku właśnie się zakończyły. Nie czekając na swoich kuzynów, którzy mieli jeszcze jedną godzinę lekcyjną, Shi powolnym krokiem ruszyła w stronę swojego mieszkania. Mniej więcej w połowie drogi, przed nią wszedł spory, biały pies. Już na pierwszy rzut oka, widać było, że jest wygłodzony i naprawdę bardzo zaniedbany. Futro stworzenia było wyblakłe, brudne i najpewniej zapchlone. Dziewczyna podeszła do stworzenia i przyjrzała się jego pyskowi. Zaskomlało żałośnie, jakby prosząc o pomoc lub choć odrobinę litości. Białowłosa pogładziła głowę zwierzaka i poszła parę kroków naprzód. Gdy stworzenie nie poszło za nią, spojrzała za siebie.
- No chodź, nie zostawię Cię tu - stwierdziła, a kąciki jej ust minimalnie się uniosły. Zwierzę podniosło uszy i nie ufnie ruszyło za nią. Shi szła przed siebie, co chwila, oglądając się czy jej nowy towarzysz nadąża za nią. Nie minęło dwadzieścia minut, nim doszły do domu dziewczyny. Otworzyła drzwi i już po chwili znaleźli się przed drzwiami mieszkania. Shi pośpiesznie wyciągnęła klucz, otworzyła drzwi oraz wpuściła psa. Ten chętnie wszedł to środka. Dziewczyna zrobiła to samo, po czym zamknęła za sobą drzwi. Nakarmiła zwierzę, wykąpała i zrobiła wszystko, co mogła, by mu pomóc. Gdy skończyła, zostawiła psa w pokoju, a sama poszła coś zjeść. Kiedy tylko wyszła, pies, a właściwie wilczyca, przybrała postać białowłosej dziewczyny o błękitnych oczach.  Dziewczyna, która wcześniej z pokoju, była nie mało zaskoczona, widząc błękitnooką zamiast zwierzęcia wpuszczonego wcześniej. "No tak... Nigdy nie ufaj nikomu... Nawet zwierzętom" przeleciało jej przez głowę. Westchnęła głośno.
- O co tu chodzi? - zapytała bez zainteresowania.
- Już śpieszę z tłumaczeniami. Jesteś nową panią Więzienia, a ja twoją patronką. Na imię mi Shugoshin - odpowiedziała posłusznie na jej pytanie. Shi przewróciła oczami.
- Nie wierzę - rzuciła sucho. Niegdyś wilczyca, uniosła rękę, pstryknęła palcami i już po chwili znalazły się w Więzieniu. Dziewczyna o fioletowym i niebieskim oku na chwilę otworzyła je szerzej. Minęła chwila, nim zobaczyła, że wygląda inaczej. Teraz miała bielutkie uszy i ogon, a poza tym jakieś dziwne pazury, suknię nie zapominając o kosie. Teraz uwierzyła.
- Ponownie pytam, o co tutaj chodzi? - spytała znów. Shugoshin kiwnęła głową.
- Więzienie to miejsce, w którym przetrzymywane są potwory, które szkodzą światu ludzkiemu. Zadaniem piątki strażników i ich pani, czyli Ciebie, jest pilnować ich, aby się nie wydostały. Kosa służy do ostatecznego uśmiercenia potwora, jeśli uda mu się przejść do pierwszego świata. Obecnie jesteśmy w drugim świecie. Tutaj mieści się więzienie - wytłumaczyła cały sens. Shi tylko cicho syknęła. Rozumiała, iż nie ma innej opcji, jak podjąć się zajęcia.
- Nie mam wyboru... Zostanę panią tego miejsca - zgodziła się. Błękitnooka uśmiechnęła się, pstryknęła palcami i znów znalazły się w mieszkaniu młodej dziewczyny. Ta bez zaskoczenia na twarzy, zamrugała kilka razy. Kobieta przybrała ponownie postać wilka i podeszła do swej pani.
- Będę Ci ciągle towarzyszyć, a moi podwładni zajmują się szukaniem piątki strażników. Będą Ci podlegać, proszę abyś była w miarę dobra dla nich - stwierdziła i poprosiła wilczyca. Shi tylko kiwnęła głową, a zaraz po tym usłyszała dzwonek do drzwi. To byli jej kuzyni. Natychmiast ruszyła im otworzyć. Obaj powitali ją serdecznie oraz weszli do środka. Nie mało zaskoczyła ich obecność zwierzęcia w pokoju.
- Shi, co to za zwierzak? - zapytał Tasukete swoim obojętnym tonem.
- Adoptowałam ją. Nazywa się Shugoshin - wyjaśniła z identycznym głosem. Trójka licealistów usiadła na łóżku. Po chwili ciszy, dziewczyna siedząca na środku, zapytała czy kuzyni są głodni. Pośpiesznie odpowiedzieli, że już jedli.
- Tak w sumie, jak było w szkole? - zadał w końcu pytanie Shiawase.
- Jak zawsze - mruknęła znudzona w odpowiedzi. Tasukete położył rękę na ramieniu dziewczyny.
- Podoba Ci się chociaż ta szkoła? - zapytał chłopak z gwiazdką pod okiem.
- Trochę - westchnęła, opierając się plecami o ścianę.