Środa, 26 września.
Poprzedni dzień był dla Shi dość dziwny, nawet jak na to, co miało miejsce od początku roku szkolnego. Myślała, iż chociaż raz uda jej się mieć spokój, jednak wiedziała, że ta myśl była błędna. Czemu? Ponieważ już kilkukrotnie się tak zwiodła. Na jednej długiej przerwie podszedł do niej chłopak z równoległej klasy, zarazem piąty strażnik.
- Cześć - powiedział z szerokim uśmiechem, zaś ona cicho odpowiedziała. - Jak się masz? - zapytał po chwili. Dziewczyna oparła się o ścianę znudzona i westchnęła zmęczona swoim życiem.
- Mam dość wszystkiego, wszystkich. Dosłownie - odpowiedziała mu, osuwając się na podłogę. Białowłosy usiadł obok niej. Interesowała go jej sytuacja, ale sam nie wiedział, skąd to się bierze. Proszę nie myśleć, że się w niej zakochał lub coś podobnego. W końcu, prawie jej nie znał. Mimo wszystko, pragnął zmienić tę sytuację. Zgiął jedną nogę, oparł na niej rękę, a następnie położył na niej głowę.
- No to nie ciekawie. Co się stało? - odparł z już normalnym uśmiechem. Z twarzy jego koleżanki nadal nie dało się poznać żadnych emocji, co jeszcze bardziej go interesowało. Nikt przecież nie rodzi się bez uczuć, prawda?
- I tak nie zrozumiesz. Czekaj... Czy ja Cię skądś nie znam? - dopytała się go. Nie, nie chodziło o to, iż widuje go na korytarzu, lecz o coś innego. - Ach, no tak. To ty rozciąłeś sobie rękę przeskakując przez ogrodzenie w okół mojego bloku! - momentalnie sobie przypomniała, a on tylko nerwowo się zaśmiał.
- F-faktycznie. Jeśli nie pamiętasz, nazywam się Subete - powiedział zdziwiony, że pamięta takie sytuacje. Większość już dawno by o tym zapomniała. - Subete Quinto - przypomniał jeszcze raz swoje nazwisko.
- Skoro tak, miło mi Cię poznać. Shi Servans, tak dla przypomnienia - stwierdziła swoim naturalnym, poważnym głosem, co jego zmieszało.
- Mnie też. Ale... Czemu właściwie się nie uśmiechniesz? Odkąd widziałem Cię tu po raz pierwszy, wciąż jesteś poważna - uznał, opuszczając nogę oraz opierając głowę o ścianę. Nie otrzymał odpowiedzi dość długo, więc pomyślał, że powiedział coś głupiego.
- Po prostu nie ma wiele rzeczy na tym świecie, które mogą u mnie wywołać takową reakcję, to tyle - odpowiedziała, patrząc prosto w oczy chłopaka. Usłyszała dzwonek, dlatego wstała, poszła do klasy. Wciąż czuła na plecach rany, zadane przez ostatniego przeciwnika. Dla innych ten ból mógłby być nie do wytrzymania, jednakże jej nie robiło to specjalnej różnicy. Wiedziała, iż ból psychiczny i słowny potrafi być o wiele bardziej bolesny od normalnego. Czasami myślała, jakie życie mają ludzie z normalną rodziną. Nie rozumiała ich. "Czemu narzekają skoro wielu oddałoby tak dużo za choć połowę takiego szczęścia?" zawsze ją to zastanawiało. Ci, którzy mają dobrze, narzakają, a ci, mający gorzej, cieszą się tym, co mają. Ona też nie mogła powiedzieć, iż wie, jak to jest. Nie pochodziła z biednej rodziny, nawet miała własne mieszkanie, jednak też nie miał tego, co niektórzy. Czasami wolałaby mieć biedniejszą rodzinę, a kochającą, niźli to, co miała teraz. Wolałaby mieć choć jednego, kochającego rodzica, ale nie miała. I ojciec, i matka wymagali od niej więcej, niż mógłby normalny człowiek. Od zawsze musiała pokonywać ludzkie granice, aby zaspokoić ich wymagania. Mimo to, to było za mało. Żyła pod wielką presją swoich rodziców. Lekcja się skończyła, jak zwykle dostała mnóstwo nic nie znaczących pochwał od nauczyciela, chociaż nawet ich nie słuchała. Przywykła do robienia wszystkiego idealnie, żadna pochwała jej nie interesuje. Nie chciała ich, może inaczej, nie potrzebowała. Pragnęła jedynie nie być więcej krzywdzona. Przerwa po lekcji, wyszła na podwórze przed szkołą, gdzie większość uczniów spędzała przerwy. Tam też i ona bywała nie raz. Chciała jedynie w spokoju usiąść na ławce, jednak gdy tylko to zrobiła, została zrzucona przez uczniów z klas trzecich. Sami się tam usadowili. Normalnie nie zwróciłaby na to uwagi, po prostu odeszła, ale... Tym razem było inaczej.
- Patrzcie, jaka słaba dziewczynka. Kolejna rozpieszczona. Pewnie nawet nie wie, jak to jest dostać ochrzan od rodziców - roześmiał się jeden. "Nie, mylą się. Nie wiedzą, jak to jest być mną... Nie wiedzą nic!" krzyczała wewnątrz siebie. Napięcie odwróciła się w ich stronę, patrząc przy tym na nich z pogardą oraz wściekłością w spojrzeniu. Złapała chłopaka, który był autorem słów za kołnierz.
- Słaba, tak? Mówisz, że nie wiem, co to ochrzan od rodziców, tak? Wiesz w ogóle cokolwiek na mój temat?! - wykrzyknęła mu prosto w twarz. Natychmiast zwróciła na siebie uwagę pozostałych, zaczęli się schodzić. - Skoro chcesz, pokaże ci, jaka to ja jestem "słaba" i "rozpieszczona". I nawet nie wiesz, jaką sprawi mi to przyjemność - mówiła, wciąż z kamienną miną. Jeden ze znajomych, przerażonego już, starszego chłopaka, uderzył białowłosą w twarz z całą swoją siłą. Spowodowało to krwotok. Splunęła, gdzieś obok, własną krwią. Rzuciła w ich kierunku "Tylko na tyle was stać?", a następnie oddała cios ze zdwojoną siłą.
Skończyło się to dość prosto, bójką. Gdy się zaczęła, dziewczyna policzyła, ilu jest napastników.
Jeden, dwóch, trzech...
Trójka, wierzyła, że to dla niej nic. Bywało znacznie gorzej. W jednej chwili wskoczyła chłopakowi na głowę, powodując jego upadek na ziemię.
- Kto następny? - zapytała tylko z spojrzeniem godnym samego bazyliszka.
Heterochromia dziewczyny wcale nie dodawała uroku temu wzrokowi. W jej kierunku ruszyło jeden z chłopaków, lecz drugi pobiegł w stronę wejścia do szkoły. Wtedy nie wiedziała, jak to się skończy. Podcięła napastnika, a gdy upadł na ziemię, postawiła nogę na jego klatce piersiowej. W jej oczach było bardzo łatwo łatwo dostrzec ogień nienawiści, zaś jej wyraz wciąż pozostawał niezmienny. Nim się obejrzała, z trzecim chłopakiem przyszedł dyrektor. Ona tylko cicho przeklnęła.
C.D.N.