Dzień kolejny
Licealny pierwszak, Dai Tertium, biegł tak szybko, jak tylko mógł, żeby zdążyć na zajęcia w swojej szkole. Mimo, że wstał o szóstej nad rano i tak miał się zaraz spóźnić na lekcje. Nie był to jego pierwszy wybryk od rozpoczęcia roku, było tak codziennie. Za każdym razem, jednak udawało mu się dzięki temu, że pędzi szybciej, niż wiatr. Nauczyciele za nim nie przepadają, ponieważ chłopak często nie odrabia prac domowych i nie uważa podczas zajęć. Czemu tak się dzieje? Wbrew pozorom, nie jest leniwy. Wręcz przeciwnie, pracowity, ale nie w szkole. Całymi dniami przesiaduje w wierzy zegarowej, gdzie znajduje się również gołębnik. Te ptaki to jedyni jego przyjaciele, lecz jakoś mu to nie przeszkadza. W sali lekcyjnej znalazł się tuż przed dzwonkiem, całkiem zdyszany. Tak naprawdę, jego wychowawca nie wie, jakim cudem zdał gimnazjum na poziomie "dobrym". Pomijając nudne zajęcia, już wolniej, Dai udał się do gołębnika. Przez cały dzień nie był w stanie skupić się na niczym innym. Nie miał nakazów, zakazów i tego typu rzeczy nadanych przez rodziców, bo nigdy się nim nie interesowali. Tak na dobrą sprawę, cieszył się, iż pamiętają o jego narodzinach i w ogóle istnieniu. Wyciągnął z plecaka karmę dla ptaków. Otworzył paczkę, po czym wysypał trochę na swoją dłoń oraz trochę do karmnika obok niego. Kucnął z ręką tuż przy ziemi, oczekując na podchodzące ptaki. Po upłynięciu niecałej minuty, stworzenia zleciały się i poczęły dziobać kończynę chłopaka. Sprawiało mu to ból, ale ignorował go, ponieważ większą przyjemność sprawiało mu patrzenie na te istoty. Kiedy skończyły oparł się o ścianę wieży, a na jego głowie usiadł jeden z gołębi. Nagle oślepiło go bardzo jasne światło, a gdy zniknęło, znajdował się w ciemnym pomieszczeniu. Po obu jego bokach były jedynie czarne ściany, jednak na przeciwko... Stał "słój". Nie dało się tego inaczej ująć. Po brzegi był wypełniony jakimś płynem, podobnym do wody, ale to nie była ta znana wszystkim ciecz. Czarnowłosy chłopak podszedł do naczynia, aby mu się przyjrzeć. Przestraszył się, gdy tylko zobaczył, co jest w środku. Wewnątrz był kruczo-czarny wilk z pierzastymi skrzydłami. Na pysku miał maskę tlenową, a w nielicznych miejscach dało się widzieć coś przypominającego kable. Zobaczył również przyklejoną do szkła kartkę. Zerwał ją i zaczął czytać. Było tam napisane:
"Hato. Patron trzeciego strażnika. Uśpiony."
Nic więcej, niźli to. Nie rozumiał o co tutaj chodzi. Gdy nad tym rozmyślał, ponownie rozbłysło białe światło. Otworzył oczy zdezorientowany, a jego gwałtowny ruch odstraszył ptaki. Najpewniej myślałby, iż to tylko nietypowy sen, choć... W ręku miał teraz kartkę, dokładnie tę samą, co wcześniej. Podrapał się po głowie i zamknął oczy, znów opierając się o ścianę. Jak można się domyślić, kiedy je otworzył, znajdował się już w Więzieniu. Przed nim stała białowłosa dziewczyna, natomiast za nią czarnowłosa z maską gazową na twarzy. Ten, który w jednej chwili znalazł się w zupełnie innym miejscu, wzdrygnął się, a także odsunął trochę do tyłu.
- Witam Cię, drogi trzeci - powiedziała ciepło, mimo iż z kamienną twarzą. Wyciągnęła do niego rękę. Dai sam nie wiedział czemu, ale chwycił dłoń dziewczyny, która pomogła mu wstać z ziemi. Otrzepał się z brudu. Przechylił głowę na bok. Shi wcześniej wiedziała o sytuacji z patronem trzeciego, więc wszystko wytłumaczyła mu sama. Mimo oporów, zgodził się na swoje stanowisko.
- Dobra, dobra, ale... Czemu niby jako jedyny nie mam patrona? - spytał z ciekawości. Sonohoka wraz z dwiema wilczycami zamilkła nie chcąc odpowiedzieć.
- Strata kontroli. Hato ją stracił, więc został uśpiony. Na razie nie mogę go wybudzić, bo zwyczajnie nie wiem, jak to zrobić. Niektóre ze stworzeń będących w Więzieniu, potrzebują kontraktu, żeby ustabilizować swoje moce. On jest jednym z nich. W normalnych okolicznościach, zwarłbyś z nim tą umowę i byłoby po sprawie, jednak... Są pewne komplikacje, chociaż nie wiemy jakie - wyjaśniła tak dokładnie, jak tylko potrafiła. Podała ponownie rękę Dai'owi, który tym razem chwycił ją bez wahania. Teraz cała trójka była w wieży zegarowej. Najprawdopodobniej, czarnowłosy przewróciłby się, gdyby nie Shi, trzymająca go. To był kolejny, jeszcze dziwniejszy dzień dla nich wszystkich...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz