Dzień kolejny, niedziela...
Rana Shi zaczynała się... Nie ważne, nie wyglądało to dobrze. Gdyby nie fakt, że nie czuła już bólu, dawno zgłosiłaby się do jakiegoś lekarza, jakiegokolwiek. Coś ją przed tym wstrzymywało. Usłyszała pukanie do drzwi, więc poszła otworzyć, a w wejściu ujrzała swoich kuzynów.- Wpuścisz nas? - spytał Shiawase. Dziewczyna skinęła głową, dwóch chłopaków weszło do mieszkania, natomiast ona zamknęła drzwi. Wyszła na balkon z braćmi. Tam stała apteczka ze świeżymi bandażami. Białowłosa rozwinęła te, pod którymi była paskudna rana.
- Co Ci się stało?! - spytał zmartwiony Tasukete. A jego bliźniak tylko powtórzył jego pytanie.
- Nic - odpowiedziała im chłodno i przystąpiła do zakładania nowego opatrunku. Kiedy skończyła, przyszedł sms od Tsuno. Szybko odczytała go i odpisała jej w trzech słowach. "Zaraz tam będę" jedynie to. Zamknęła apteczkę i spojrzała na swoich kuzynów.
- Popilnujecie mieszkania? - zadała pytanie obojgu.
- Możemy, ale... - nie udało mu się skończyć, ponieważ Shi wybiegła stamtąd. Lis i królik znowu się pojawili. Pozostali strażnicy już tam byli i próbowali się nimi zająć, jednak nie zbyt im to szło. Koniec, końców, nadal są dopiero początkujący oraz działali bez planu. Na miejscu nastolatka miała już formę Więzienną. Przyjrzała się całej sytuacji. Potwory stały w samym środku rynku, wydając z siebie tylko głośne ryki i broniły się przed atakami strażników.
~ Naprawdę są głupi... - usłyszała w głowie ponownie głosy istot. Ponownie powolnym krokiem w stronę gwiezdnego królika, którego futro miało barwę fioletową i było na nim widać coś, jakby gwiazdy, nawet całe konstelacje. Posiadał długie, postrzępione uszy, także strasznie wyglądający pysk, z którego to wystawały ostre jak brzytwa, białe zęby. Stała już tuż przed nim, znów wyciągnęła rękę w jego stronę, natomiast on zbliżył do niej swoją głowę, tym samym wtulając ją w ciało dziewczyny, choć tak naprawdę owa głowa była, co najmniej jej wielkości. Shi zamknęła oczy.
- Spokojnie, już wszystko dobrze... - rzekła do nich cicho. Ognisty lis, posiadał jedwabiste, czerwone futro, zaś jego ogon wyglądał, jakoby było to ognisko, nie fragment stworzenia. Uszy nawet bardziej postrzępione, niźli miał jego towarzysz... Żółto-pomarańczowy brzuch, koniec ogona i część szyi. Tak właśnie wyglądał. Widząc zachowanie tego, co stał obok niego, przestał opędzać się od piątki strażników. On także zbliżył się do dziewczyny, a gdy zobaczył bandaże na jej przedramieniu, przypomniał sobie, że została przypadkowo zraniona przez jego przyjaciela. Zerwał owe bandaże i dotknął swoim ogromnym językiem rany, zaś wokół niej zaczęły tańczyć śliczne płomyczki. Czarnowłosy strażnik spróbował zaatakować lisa, jednak ten ryknął z całych sił, jego wydech powietrza był na tyle silny, żeby odsunąć chłopaka z czarnymi skrzydłami na odpowiednią odległość. Rana białowłosej nastolatki w błyskawicznym tempie zagoiła się. Ta odsunęła się od potworów i dygnęła. Dwójka zaczęła się zmniejszać, aż w końcu przybrały rozmiary swoich ziemskich odpowiedników. Dopiero teraz zauważyła, iż jeden z nich miał na uchu koszyk, który nakrył ich, kiedy ich rozmiary się zmieniły. Włożyła obu do koszyczka, a oni wtulili się w siebie.
~ Dziękuję... - zabrzmiały w jej głowie dwa niskie, męskie głosy. Podniosła koszyk z ziemi oraz szepnęła do nich: "Nie ma za co". Zauważyła, iż istoty te, teraz urocze, zmorzył sen. Odwróciła się w kierunku swoich podwładnych.
- Zrobiliście wielkie zamieszanie z niczego! - rozległ się dźwięk jej poważnego głosy.
- Ale... - pierwszy strażnik próbował się bronić.
- Za chwilę będziecie się tłumaczyć, natychmiast wracamy! - rozkazała bardzo władczym tonem. Po chwili byli już w Więzieniu, a ona nadal w rękach trzymała wiklinowy kosz z lisem i królikiem. Postawiła go na stole, który był przed nią.
- No już, proszę się tłumaczyć - nakazała im, patrząc na nich z dezaprobatą we wzroku. Saisho wystąpił przed zawstydzonych strażników i stanął prosto.
- Naszym obowiązkiem jest bronić ludzi - wyjaśnił się swojej pani. Ona westchnęła, kładąc dłoń na oku. Pokręciła tylko głową, zaś pewność chłopaka prysła, jak bańka mydlana.
- Nie atakowali. Bronili się - skarciła go. Potem zadała im jedno zasadnicze pytanie:
- Znacie powody ich zachowania? - wszyscy milczeli. Panowała wręcz grobowa cisza.
- Musicie być bardziej spostrzegawczy i zwracać też uwagę na otoczenie. Najwyraźniej nie zauważyliście karygodnego zachowania ludzi. Nie wszyscy Więźniowie są źli. Oni tylko mieli dość. Od dziś ta dwójka to nasze maskotki. Lis będzie się nazywał Igneus, a królik Stellar. To łacińskie odpowiedniki ich gatunków - wyjaśniła im. Nie zezwoliła nawet na słowo sprzeciwu ani ze strony swoich podwładnych, ani patronów. Każdy z wilków zdał sobie z czegoś sprawę... "Ona jest, jak pierwsza" pomyśleli jednocześnie. Każdy wrócił do swojego domy, większość musiała wymyślać wymówki, gdzie byli i czemu się tam tak śpieszyli.
Wieczorem
Na niebie były gwiazdy. Wszystkie się palą, niczym ogień. Ogień i gwiazda... Każdy człowiek ma własne w sercu. Ogień jest życiem, gdy umieramy, on gaśnie. Zaś gwiazda... To nasze zachowanie, świeci jaśniej, gdy postępujemy zgodnie z sumieniem, a przygada, kiedy je ignorujemy lub przestajemy czuć coś takiego... To właśnie to. Białowłosa siedziała na balkonie, choć było już tak zimno. Rozmyślała nad tym, co miało miejsce tego dnia. Spoglądała na niego.- Ogień i gwiazdy... Oba piękne i zabójcze... - powiedziała sama do siebie, lecz wciąż miała przeświadczenie, iż ktoś ją słyszy. Czy miała rację?
Umm~ Oliwia-chan, kiedy nastepny rozdzial? ;-; Ja chce juuuuuz (/'-')/
OdpowiedzUsuń