Trzy dni później. Piątek, wieczór.
Wszyscy strażnicy i wszyscy patroni... W końcu... Tego wieczora miało miejsce pierwsze zebranie. Każdy usiadł na miejscu przy stole. Musieli przestudiować raporty na temat tego czy wszystkie stworzenia uwięzione w tym wymiarze są na swoich miejscach, a jeśli nie... Odnaleźć i złapać bądź zabić. Wydawało się być normalnie, dopóki druga strażniczka nie natrafiła na coś dziwnego. Była na tyle nieśmiała, że miała problem z mówieniem.- Ano... - zagadnęła, a wszyscy spojrzeli na nią. Pisnęła. - B-brakuje dwóch... K-konkretnie l-lisa i k-królika - wyjąkała cichutko. Każdy poderwał się z miejsca.
- Których?! - dopytała zdenerwowana Shi. Czarnowłosa dziewczyna pokazała kartkę ze zdjęciami stworzeń, które uciekły.
- Ognisty lis i gwiezdny królik... - mruknęła pod nosem biała patronka. Jej podopieczna usiadła spokojnie na krześle. Zaczęła przeglądać dokumenty, każdy patrzył na nią z zaciekawieniem.
- Z naszych informacji wynika, iż atakują miejsca, gdzie jest dużo ludzi, więc możemy jedynie spekulować, że zaatakują największe skupisko ludzkie, jakie będzie miało miejsce - stwierdziła z powagą w głosie. - Największą najbliższą atrakcją będzie... - nie skończyła swojej wypowiedzi.
- Koncert - dokończyła za nią czwarta strażniczka. Shi skinęła wymownie głową. Z pomocą wszelkich domysłów i dostępnych informacji zaczęli planować, jak złapać potwory.
Następny dzień, sobota. Na koncercie.
Wszyscy starali się wmieszać w tłum, zajęli odpowiednie pozycje. Białowłosa dziewczyna zamknęła oczy, a gdy je otworzyła...- Pora zaczynać przedstawienie... - mruknęła cicho, jakby to potworów, które miały się tam zjawić. Nagle rozległ się przeokropnie głośny ryk, a scena zaczęła się walić. Trzeci strażnik zabrał stamtąd każdego, komu mogło się coś stać. Jak to zrobił? Dość oczywiste, do czegoś ma te skrzydła i łańcuchy. Trzech strażników - Saisho, Sonohoka i Dai - rozpoczęli ewakuację ludzi, natomiast pozostali musieli skorzystać ze swoich mocy.
~ Jak zawsze... Jak zawsze... Nie umieją... Cieszyć się... Z niczego... - usłyszała w swojej głowie dowódca misji. Gdy popatrzyła na tłum, zrozumiała o co chodzi. Widziała, że ludzi się przepychają, byle prędzej uciec. Nie mieli na uwadze czy komuś coś się przy tym stanie. Owe stworzenia chciały się zemścić na ludziach za to, iż nie potrafią żyć ze sobą w zgodzie. Zeskoczyła przed nich na ziemię, następnie wolnym krokiem ruszyła w ich stronę. Zachowywała się, jakby była w jakimś transie. Kiedy już stanęła przed królikiem, wyciągnęła do niego swą dłoń, a ten spokojnie zbliżył doń swój pysk, lecz zaatakował go pierwszy strażnik, co poskutkowało tym, że istota ugryzła białowłosą dziewczynę, poważnie raniąc jej rękę.
- Oszalałaś?! - wykrzyknął na cały głos swoje pytanie czerwonowłosy chłopak. Nie odpowiedziała nic, a potwory zniknęły stamtąd. Nikomu nic się nie stało, ale miejsce zostało zniszczone. Całą szóstkę otoczyli ludzie, którzy to jeszcze chwilę temu uciekali w popłochu. Aby nie robić jeszcze większej atrakcji z siebie, wrócili do Więzienia, a następnie wrócili do swoich domów. Pierwsze, co zrobiła Shi po powrocie to opatrzenie swojej rannej ręki. Teoretycznie powinna udać się do szpitala, jednak nie miała zamiaru tego zrobić. Siedziała na podłodze, patrząc w okno.
- To jeszcze nie koniec... - westchnęła do samej siebie.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz