sobota, 12 grudnia 2015

[Rozdział 10, cz. I] "Zmiany"

Po ostatniej nocy była nieco weselsza. Jej goście wrócili już do domów, więc białowłosa miała czas dla siebie. Było już koło południa, kiedy postanowiła wybrać się do Więzienia. Czemu to zrobiła? Oczywiście tu odzywa się jej "wychowanie". Ciągłe poczucie, że musi wszystko robić idealnie. Musiała wykonywać swoje obowiązki, jako Pani tego miejsca, perfekcyjnie. Z tego powodu tam się udała. Przeglądała dokumenty spraw z ostatniego miesiąca. Bardzo dziwnych sytuacji było... Trudno ocenić. Zależy od perspektywy. Ona nie narzekała. Niespodziewanie poczuła, że coś siedzi na jej głowie. Sięgnęła rękoma, aby zdjąć rzecz, która siedziała na jej głowie. To był Stellar. "Maskotka" Więzienia, jedna z dwóch. Skoro był tam królik, to lis także. I był, siedział na stole i trzymał w pyszczku jakiś papier. Shi odstawiła fioletowego Więźnia na stół, a następnie pogładziła go po głowie, po czym odebrała kartkę lisowi. Rozwinęła ją.
"Sekret" jest ukryty w bibliotece.
Dokończ mego dzieła.
Odkryj prawdę.
Przeczytała na głos trzy krótkie zdania, spisane na papierze. 
- Skąd to wziąłeś, Igneus? - zapytała, gładząc stworzenie po głowie. Nagle zwierzak zeskoczył ze stołu, przybierając swą ogromną formę. Dziewczyna wsiadł na kark stwora, razem z jego przyjacielem, prosząc jednocześnie, aby zabrał ich do Więziennej Biblioteki. Po kilku minutach byli już na miejscu. "Sekret kryje się w bibliotece... Gdzież to może być?" zastanowiła się, schodząc z Igneusa. Całe towarzystwo przystąpiło do poszukiwań. Godziny mijały powolnie, gdy nagle...
~ Mam! - wykrzyknął lis, oczywiście do myśli towarzyszy. Stellar i Shi pobiegli do samca, który właśnie wyciągał z półki dzieło zatytułowane "Sekrety". To było wręcz oczywiste, sztuka w tym, aby znaleźć tę książkę w tak ogromnym budynku. Wyciągnięcie książki doprowadziło do przeniesienia ich... W naprawdę dziwne miejsce.
- No nie wierzę... - tylko tyle dała radę powiedzieć białowłosa dziewczyna.

C.D.N.

Od autorki: Proszę o wybaczenia za tę długość. Na papierze to jest dłuższe... 

czwartek, 10 grudnia 2015

Ogłoszenia

Witam
Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Miałam ostatnio problemy, ale jest ich na tyle mało, że staram się zacząć pisać kolejne rozdziały. Ten nowy szablon jest podpowiedzią do kontynuacji fabuły.
Pozdrawiam, Róża.

czwartek, 15 października 2015

[Rozdział 9] "Pocieszenie"

Od tamtego czasu minął już tydzień. Zachowanie uczniów względem naszej protagonistki nie zmieniło się właściwie wcale, poza jednym faktem - podchodzili do niej z nieco większym dystansem. Nadal jednak właściwie każdy z jej roku ją uwielbiał, zaś pozostali zachowywali się wobec niej neutralnie. Tego dnia wracała właśnie z kuzynami do domu. Zdarzenia z minionego tygodnia przycichły, a ona prawie o nich zapomniała. Rany na plecach po wydarzeniach z demonem zazdrości w szkole zaczęły się powolnie goić. Niestety, nie była wstanie powstrzymać się od odnowienia ich - w ten sposób starała się ukarać samą siebie za bójkę wywołaną wcześniej. Nienawidziła się, nienawidziła tak bardzo. Jedyną osobą, której nie mogła wybaczyć jeszcze bardziej, niż sobie, była jej własna matka. Nie chciała jej znać, a mimo to, to właśnie ona dała jej życie. Białowłosa miała tego świadomość - to było dla niej najbardziej bolesne. Od ponownego spotkania z matką rozmyślała coraz więcej nad tym, jakoby nie powinna żyć. Pragnęła już uwolnić się od tego, jednak spoczywała teraz na niej zbyt wielka odpowiedzialność. W końcu była panią Więzienia, nie mogła sobie pozwolić na coś takiego. Kuzyni dziewczyny, widząc jej ciągłe przygnębienie, zarzucili jej ręce na ramiona, z cichymi słowami otuchy. Ta trójka była równie zżyta jak rodzeństwo. Właściwie, nigdy nie zostało opowiedziane, dlaczego tak jest, racja? Może w końcu pora poznać prawdę? Czy tego chcecie czy nie, teraz zostanie to ujawnione.
Zaczęło się, kiedy nasza protagonistka miała zaledwie sześć lat. Był to słoneczny dzień lata, wtedy była jeszcze wesołym dzieckiem, pragnącym spełniać oczekiwania matki. Wraz z rodziną pojechała w odwiedziny właśnie do nich - rodziny Nobilitas. Byli nie tylko rodziną, ale też partnerami biznesowymi. Jej ojciec był politykiem, a matka właścicielką firmy handlowej - to wyjaśnia, skąd mieli pieniądze na wynajem osobnego mieszkania dla córki. W każdym razie, pojechali tam w odwiedziny. Jej kuzyni nie interesowali się wtedy nikim poza sobą nawzajem, nie dbali o własności materialne, zależało im tylko na sobie nawzajem. No i w tym momencie pojawia się nasza mała Shi i oczywiście rozpoczyna rozmowę, a bracia z nieznanych przyczyn się w nią wciągają, a później dobrze bawią z dziewczynką. Przez następne lata pomagała im się odnaleźć w społeczeństwie, a z czasem role zaczęły się odwracać - to oni pomagali jej się uporać z życiem.
Tak więc wyglądała ich historia, koniec i kropka. Bliźniacy zostawili białowłosą na światłach niedaleko jej domu, po czym wrócili do siebie. Dziewczyna szła ze spuszczoną głową. Widok jaki zastała przed blokiem zaskoczył ją niezmiernie. Byli tam wszyscy Strażnicy za wyjątkiem Saisho, czyli Sonohoka, Dai, Tsuno oraz Subete. Podeszła do nich z pytaniem, co tam robią.
- Oczywiście, nie możemy zostawić naszej drogiej Pani Więzienia w takim stanie samej… - zaczął niebieskooki chłopak z szerokim uśmiechem na ustach.
- ...Więc przyszliśmy się tobą zająć… - kontynuowała Tsuno również uśmiechnięta.

- ...Ponieważ jesteś naszą przyjaciółką z Więzienia, nawet jeśli jeszcze dobrze się nie znamy - zakończyli Sonohoka i Dai szczerząc się, jak cała reszta. Kąciki ust Shi lekko się uniosły. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Jak można się domyślić - znowu piątek. Cała czwórka wprosiła się do mieszkania dziewczyny i została tam całą noc, pilnując, aby nastrój ich gospodarza się poprawił. Białowłosy chłopak coraz bardziej się interesował koleżanką o identycznym kolorze włosów.

Po fakcie
Bliźniacy wracali do domu, świadomi obecności towarzyszy swojej najdroższej kuzynki.

- Sytuacja rozwija się coraz ciekawiej, nieprawdaż Kete? - spytał jeden z braci drugiego, spoglądając na niego, a drugi po chwili odwzajemnił to spojrzenie.
- Racja, jest coraz lepiej. Ciekaw jestem, co jeszcze się stanie - stwierdził w odpowiedzi Tasukete, uśmiechając się przy tym chytrze. - Nasza urocza kuzyneczka znalazła się w intrygującej sytuacji - dodał po chwili zastanowienia. Tożsamość kuzynów Shi nadal pozostawała dla niej tajemnicą.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Ogłoszenia

Oj... Coś dużo tych ogłoszeń ostatnio, ale cóż. Nadrabiam za wcześniej. Chciałam tylko podać stronę z innymi historiami, na razie jest tylko pierwszy rozdział jednej z nich, ale wszystko rozwija się powoli. >Klik< Oto blog z tym wszystkim.
Pozdrawiam, Róża

sobota, 25 kwietnia 2015

[Rozdział 8, cz. II] "Marzenia uśmiercone dawno temu..."

Dyrektor szkoły stał naprzeciw dziewczyny z szeroko otwartymi oczami, podobnie jak wszyscy tam obecni. Białowłosa szybko odsunęła się od chłopaków, wiedząc, że będzie teraz mieć niemałe kłopoty. Do tej pory zdarzały się jej pewne wybryki, jednak były niewielkie i zarządca przymykał na nie oko, ponieważ nie chciał wzywać jej rodziców. Tym razem nie miał wyjścia.
- Panno Servans, pójdziesz ze mną i tym młodzieńcem do gabinetu, a nimi niech zajmie się higienistka - nakazał mężczyzna władczym tonem. Shi bez słowa i ze zwieszoną głową ruszyła za nim. Chłopak, który przyprowadził dyrektora, patrzył na nią z odrazą, jak na potwora. Gdy doszli do gabinetu, stali przez chwilę w ciszy. Starszy mężczyzna popatrzył prosto w jej puste oczy.
- Nie chciałem tego robić. Już nie raz ignorowałem tego typu rzeczy, jesteś dobrą uczennicą, właściwie najlepszą, ale teraz... Nie mam wyjścia. Muszę wezwać twoich rodziców - stwierdził lekko drżącym głosem, gdy doszedł do tematu państwa Servans. Ostatnie zdanie sprawiło, iż dziewczyna wyprostowała się, mając cień strachu, który można było dostrzec jedynie po oczach.
- Proszę, nie! - powiedziała, a jej serce zabiło szybciej. Nienawidziła ich, swoich opiekunów. Teraz, gdy udało jej się wyrwać, ma przez coś tak głupiego wszystko stracić. Dyrektor spuścił głowę, naprawdę nie chciał tego robić, jednak nie posiadał innej możliwości. Kazał dwójce nastolatków poczekać na zewnątrz, aż pojawią się wezwani do szkoły rodzice. Shi schowała twarz w rękach.
- A Tobie co? Naprawdę jesteś rozpieszczona - stwierdził ze spokojem czarnowłosy chłopak. Zabrała ręce z twarzy, stanęła przed nastolatkiem.
- Nie znasz mnie, nie wiesz, kim jestem, kim są oni. Nie wiesz nic - rzekła poważnie, patrząc prosto w oczy osoby naprzeciw siebie.
- Nawzajem. Zmieńmy to. Jestem Shota, a ty? - podał jej dłoń, jakby byli w zupełnie innej sytuacji. Białowłosa tylko westchnęła.
- Shi, idioto - odpowiedziała mu, odwracając się od niego. Po kilkunastu minutach przyjechali rodzice czwórki, która była powodem zamieszania. Pani Servans była zdenerwowana, zaś jej mąż zawiedziony postawą swojej córki. Wszyscy dorośli poszli rozmówić się z mężczyzną. Minęło dobre pół godziny, nim wszyscy wyszli. Matka Shi była wściekła i nie ukrywała tego w żaden sposób. Krzyczała na całą szkołę, jakie to jej dziecko jest okropne. Zupełnie, jakby mówiła o wrogu, a nie o niej. Jak można się domyślić, dziewczyna w końcu nie wytrzymała.
- Przestań! Nienawidzę Cię! - wykrzyczała na całe gardło. - Od zawsze... Od zawsze taka jesteś! Myślałam, że się zmienisz, gdy spełnię Twoje oczekiwania, dlatego starałam się z całych sił, ale... Teraz wiem, to były tylko złudne, dziecięce marzenia! - kontynuowała swój wywód. Mimo iż była bliska płaczu, jej poważny wyraz twarzy nie zmienił się wcale. Kobieta również miała tego dość, z całej siły uderzyła dziewczynę z heterochromią oczu, co spowodowało jej upadek. Uderzona spojrzała spod łba na swoją matkę, a we wzroku miała nienawiść oraz obrzydzenie. To było to, skrywane uczucie. Coś, co dręczyło niemal całe życie.
- Nie odzywaj się tak do mnie! - odkrzyknęła pani Servans. Najpewniej ponowiłaby uderzenie, ale zjawiła się niebieskooka kobieta.
- Prosiłabym Panią, aby Pani zaprzestała swoich działań. Nie widzi Pani, ile ona się przez Panią wycierpiała? - powiedziała patronka w drugiej formie. Patrzyła na zgromadzonych z poważną miną. Nie mogła uwierzyć w to, że ignorują takie zachowanie. Bez większych wyjaśnień, zabrała swą podopieczną do mieszkania. Po drodze trafili na jej kuzynów, jednak w drodze nikt nie chciał się odzywać. Gdy weszli do środka, Shi pobiegła do pokoju i położyła się na łóżku. Shugoshin przedstawiła się jako przyjaciółka oraz opowiedziała, co miało miejsce, wspólnie poszli do nastolatki. Zastali ją płaczącą. Patronka udała, iż wychodzi z mieszkania, ale w rzeczywistości zmieniła formę na pierwszą, następnie udając się do swej podopiecznej. Bliźniacy przytulili do siebie kuzynkę, nie odzywając się chociażby słowem. Wilczyca patrzyła na nich z zainteresowaniem. "Może jednak jest jeszcze szansa dla tej rasy" pomyślała, przyglądając się trójce, siedzącej na łóżku.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ogłoszenia

Hah... Trochę często te ogłoszenia. Jeśli ktoś ma jakieś pytania, krytykę lub pomysły, prosiłabym o napisanie ich w komentarzu pod tym postem. Na wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć w następnym poście, który pojawi się za tydzień. Zarówno krytykę (mówienie mi o jakichś błędach, na które nie zwróciłam uwagi, pisząc rozdział) i pomysły wezmę pod uwagę. Nie powinno tworzyć zbytniego zdziwienia, jeśli czyiś pomysł pojawi się w rozdziale. Jeśli chodzi o hejty... Są dwie możliwości - wyśmieję je bądź zwyczajnie zignoruje. W poprzednim ogłoszeniu podpisałam się jako Róża, więc można tak do mnie mówić, pisać (bez różnicy). Tak więc... Czekam na pytania, krytykę oraz wasze pomysły!
Pozdrawiam wszystkich, Róża

[Rozdział 8, cz.I] "Gorszy, szkolny dzień"

Środa, 26 września.
Poprzedni dzień był dla Shi dość dziwny, nawet jak na to, co miało miejsce od początku roku szkolnego. Myślała, iż chociaż raz uda jej się mieć spokój, jednak wiedziała, że ta myśl była błędna. Czemu? Ponieważ już kilkukrotnie się tak zwiodła. Na jednej długiej przerwie podszedł do niej chłopak z równoległej klasy, zarazem piąty strażnik.
- Cześć - powiedział z szerokim uśmiechem, zaś ona cicho odpowiedziała. - Jak się masz? - zapytał po chwili. Dziewczyna oparła się o ścianę znudzona i westchnęła zmęczona swoim życiem.
- Mam dość wszystkiego, wszystkich. Dosłownie - odpowiedziała mu, osuwając się na podłogę. Białowłosy usiadł obok niej. Interesowała go jej sytuacja, ale sam nie wiedział, skąd to się bierze. Proszę nie myśleć, że się w niej zakochał lub coś podobnego. W końcu, prawie jej nie znał. Mimo wszystko, pragnął zmienić tę sytuację. Zgiął jedną nogę, oparł na niej rękę, a następnie położył na niej głowę.
- No to nie ciekawie. Co się stało? - odparł z już normalnym uśmiechem. Z twarzy jego koleżanki nadal nie dało się poznać żadnych emocji, co jeszcze bardziej go interesowało. Nikt przecież nie rodzi się bez uczuć, prawda?
- I tak nie zrozumiesz. Czekaj... Czy ja Cię skądś nie znam? - dopytała się go. Nie, nie chodziło o to, iż widuje go na korytarzu, lecz o coś innego. - Ach, no tak. To ty rozciąłeś sobie rękę przeskakując przez ogrodzenie w okół mojego bloku! - momentalnie sobie przypomniała, a on tylko nerwowo się zaśmiał.
- F-faktycznie. Jeśli nie pamiętasz, nazywam się Subete - powiedział zdziwiony, że pamięta takie sytuacje. Większość już dawno by o tym zapomniała. - Subete Quinto - przypomniał jeszcze raz swoje nazwisko.
- Skoro tak, miło mi Cię poznać. Shi Servans, tak dla przypomnienia - stwierdziła swoim naturalnym, poważnym głosem, co jego zmieszało.
- Mnie też. Ale... Czemu właściwie się nie uśmiechniesz? Odkąd widziałem Cię tu po raz pierwszy, wciąż jesteś poważna - uznał, opuszczając nogę oraz opierając głowę o ścianę. Nie otrzymał odpowiedzi dość długo, więc pomyślał, że powiedział coś głupiego.
- Po prostu nie ma wiele rzeczy na tym świecie, które mogą u mnie wywołać takową reakcję, to tyle - odpowiedziała, patrząc prosto w oczy chłopaka. Usłyszała dzwonek, dlatego wstała, poszła do klasy. Wciąż czuła na plecach rany, zadane przez ostatniego przeciwnika. Dla innych ten ból mógłby być nie do wytrzymania, jednakże jej nie robiło to specjalnej różnicy. Wiedziała, iż ból psychiczny i słowny potrafi być o wiele bardziej bolesny od normalnego. Czasami myślała, jakie życie mają ludzie z normalną rodziną. Nie rozumiała ich. "Czemu narzekają skoro wielu oddałoby tak dużo za choć połowę takiego szczęścia?" zawsze ją to zastanawiało. Ci, którzy mają dobrze, narzakają, a ci, mający gorzej, cieszą się tym, co mają. Ona też nie mogła powiedzieć, iż wie, jak to jest. Nie pochodziła z biednej rodziny, nawet miała własne mieszkanie, jednak też nie miał tego, co niektórzy. Czasami wolałaby mieć biedniejszą rodzinę, a kochającą, niźli to, co miała teraz. Wolałaby mieć choć jednego, kochającego rodzica, ale nie miała. I ojciec, i matka wymagali od niej więcej, niż mógłby normalny człowiek. Od zawsze musiała pokonywać ludzkie granice, aby zaspokoić ich wymagania. Mimo to, to było za mało. Żyła pod wielką presją swoich rodziców. Lekcja się skończyła, jak zwykle dostała mnóstwo nic nie znaczących pochwał od nauczyciela, chociaż nawet ich nie słuchała. Przywykła do robienia wszystkiego idealnie, żadna pochwała jej nie interesuje. Nie chciała ich, może inaczej, nie potrzebowała. Pragnęła jedynie nie być więcej krzywdzona. Przerwa po lekcji, wyszła na podwórze przed szkołą, gdzie większość uczniów spędzała przerwy. Tam też i ona bywała nie raz. Chciała jedynie w spokoju usiąść na ławce, jednak gdy tylko to zrobiła, została zrzucona przez uczniów z klas trzecich. Sami się tam usadowili. Normalnie nie zwróciłaby na to uwagi, po prostu odeszła, ale... Tym razem było inaczej.
- Patrzcie, jaka słaba dziewczynka. Kolejna rozpieszczona. Pewnie nawet nie wie, jak to jest dostać ochrzan od rodziców - roześmiał się jeden. "Nie, mylą się. Nie wiedzą, jak to jest być mną... Nie wiedzą nic!" krzyczała wewnątrz siebie. Napięcie odwróciła się w ich stronę, patrząc przy tym na nich z pogardą oraz wściekłością w spojrzeniu. Złapała chłopaka, który był autorem słów za kołnierz.
- Słaba, tak? Mówisz, że nie wiem, co to ochrzan od rodziców, tak? Wiesz w ogóle cokolwiek na mój temat?! - wykrzyknęła mu prosto w twarz. Natychmiast zwróciła na siebie uwagę pozostałych, zaczęli się schodzić. - Skoro chcesz, pokaże ci, jaka to ja jestem "słaba" i "rozpieszczona". I nawet nie wiesz, jaką sprawi mi to przyjemność - mówiła, wciąż z kamienną miną. Jeden ze znajomych, przerażonego już,  starszego chłopaka, uderzył białowłosą w twarz z całą swoją siłą. Spowodowało to krwotok. Splunęła, gdzieś obok, własną krwią. Rzuciła w ich kierunku "Tylko na tyle was stać?", a następnie oddała cios ze zdwojoną siłą.
Skończyło się to dość prosto, bójką. Gdy się zaczęła, dziewczyna policzyła, ilu jest napastników.
Jeden, dwóch, trzech...
Trójka, wierzyła, że to dla niej nic. Bywało znacznie gorzej. W jednej chwili wskoczyła chłopakowi na głowę, powodując jego upadek na ziemię.
- Kto następny? - zapytała tylko z spojrzeniem godnym samego bazyliszka.
Heterochromia dziewczyny wcale nie dodawała uroku temu wzrokowi. W jej kierunku ruszyło jeden z chłopaków, lecz drugi pobiegł w stronę wejścia do szkoły. Wtedy nie wiedziała, jak to się skończy. Podcięła napastnika, a gdy upadł na ziemię, postawiła nogę na jego klatce piersiowej. W jej oczach było bardzo łatwo łatwo dostrzec ogień nienawiści, zaś jej wyraz wciąż pozostawał niezmienny. Nim się obejrzała, z trzecim chłopakiem przyszedł dyrektor. Ona tylko cicho przeklnęła.

C.D.N.